Kiedy Anna i ja miałyśmy dwadzieścia i dziewiętnascie lat, studiowałyśmy na tej samej uczelni i obie miałyśmy kiepski dojazd na uczelnię. Wtedy postanowiłyśmy zacząć wynajmować mieszkanie. Ja byłam starsza, miałam już pracę na pół etatu, a Anna, na pierwszym roku, miała tylko stypendium. Mama pomagała w zakupach spożywczych, ale i tak to ja głównie nas utrzymywałam.
Z biegiem lat to się zmieniało, nie spieram się. Były czasy, kiedy ja byłam bezrobotna, a Ania pracowała za dwóch, a czasem było odwrotnie. W pracy zawsze goniłam za sukcesem i to mi wychodziło, a poza pracą byłam chodzącym kompleksem, nie dogadywałam się z facetami. Ania natomiast bardzo szybko znalazła chłopaka i rok po studiach wzięli ślub. W ten sposób nasza trójka zaczęła mieszkać razem.
Nigdy nie dano mi poczuć się jak trzecie koło u wozu – mieliśmy dwa pokoje, byliśmy po prostu dobrymi sąsiadami i nie wchodziliśmy sobie w drogę, ale tylko do czasu, gdy Ania ogłosiła, że spodziewa się dziecka. I to nie po to, żeby wszyscy byli szczęśliwi, tylko po to, żeby zmusić mnie do wyprowadzki.
Teraz było ich dwoje, mogli sami płacić czynsz, a mnie wyrzucili, bo mieli nadzieję wykorzystać mój pokój jako pokój dziecinny. Za moimi plecami omówili już wszystko z właścicielam mieszkania i on pozwolił im tymczasowo zdemontować moje łóżko i kilka mebli, żeby było gdzie postawić łóżeczko.
Rozumiem, że dziecko jest ważne i w trójkę będzie im ciasno w jednym pokoju, ale nawet nie przygotowali mnie do przeprowadzki – postawili mnie przed faktem dokonanym, że muszę się przeprowadzić i to jak najszybciej, bo chcą zrobić pokój zanim dziewczynka się urodzi.
Dla mnie przeprowadzka jest stresująca. To dodatkowe koszty i problemy, a nie ma mowy, żebym chciała mieszkać z kimś innym. A znalezienie mieszkania blisko pracy, z dobrymi warunkami i w rozsądnej cenie jest dość trudne w tydzień. Ale Ania się tym nie przejmuje, a rodzice są w tej kwestii po jej stronie. Wszyscy mówią, że powinnam zniknąć i nie wtrącać się do “młodej rodziny”, bo przecież jestem już dorosła i sama też mogłabym mieć męża i dziecko, a tak zamieszczam w internecie ogłoszenia o wynajmie…
Okazuje się, że siostra mnie zawiodła i rzuciła. Moim zdaniem to niezbyt miłe. Jesteśmy rodziną, żyliśmy razem przez tyle lat, a teraz ona mnie dosłownie wyrzuca, bo ma teraz swoje własne, osobiste szczęście, w którym nie ma dla mnie w ogóle miejsca.