– Możesz mi zazdrościć – powiedział grubasek – Dlatego, że mam co jeść. Moja matka karmi mnie dobrym jedzeniem. Ciasta i pierogi, a twoja babcia daje ci tylko kości – dodał chłopak i wybuchnął głośnym śmiechem.
Seba zacisnął mocno usta z niechęci i od razu zrobiły się one białe. Chłopiec wychowywał się z babcią, nie znał swojej matki. Otworzył usta.
–Nic nie masz i nigdy nie będziesz miał! Ty gnoju! – Gruby dzieciak zaczął się przekomarzać, kręcąc w rękach swoją nową zabawką.
– A ty, a ty… jesteś gruby! – Powiedział Seba i zmrużył lekceważąco oczy.
Żyli ze skromnej emerytury jego babci i, co zrozumiałe, ledwo wiązali koniec z końcem. Babcia była stara i ledwo mogła chodzić, więc Seba musiał dźwigać wszystko na swoich wątłych ramionach.
– A gdy babcia umrze, oddadzą cię do sierocińca – powiedział grubas, coraz bardziej drażniąc chłopca.
– A skąd ty to wiesz? – Seba był zaskoczony i zamrugał oczami.
– Matka mi powiedziała – mruknął sucho grubas, wyjmując z kieszeni cukierka i szeleszcząc głośno opakowaniem.
Seba nie słyszał, co jeszcze mówił chłopak; był wstrząśnięty wiadomością. Chwyciwszy znalezioną w śmietniku zabawkową wywrotkę, chłopiec pobiegł do domu. W drodze do domu myślał o tym, że będzie sam, bez babci, przez nikogo nie chciany i nie rozumiany.
– Babciu, ty po prostu żyj, dobrze? – chłopiec wbiegł do domu, łzy spływały mu po twarzy. Staruszka wstała z łóżka i usiadła na jego krawędzi:
– O co chodzi? Nigdzie się nie wybieram – dodała babcia i głośno zakasłała.
– Jacek powiedział, że umrzesz, a ja pójdę do sierocińca.
– Nie słuchaj go, on jest zły. Idę się położyć – powiedziała, ledwo słyszalnie, i wróciła do łóżka. Wnuk spojrzał na nią i zrozumiał, że z babcią jest bardzo źle. Zaczęła bardzo kaszleć, prawie nie wstawała z łóżka. Ale nie było pieniędzy na lekarstwa, w dodatku wciąż zalegali w pobliskim sklepie. Zatrzymał się przed starym lustrem w przedpokoju i powiedział głośno:
– Dam radę! W ciągu kilku minut stał już przed apteką. – Proszę pani, pani pozwoli, że umyję podłogę. Babcia bardzo potrzebuje lekarstw. Bez nich umrze, a mnie oddadzą do sierocińca – lamentował ledwo powstrzymując łzy.
– Wynoś się stąd! – Aptekarka zamachnęła się gniewnie ręką.
– Kto ci pozwala tak mówić do dziecka? – Interweniowała młoda dziewczyna, która była w środku.
Farmaceutka natychmiast się zawstydziła i zaczęła się usprawiedliwiać.
– Co się stało babci? – Zapytała nieznajoma.
– Jest chora, kaszle – odpowiedział chłopiec, wydymając wargi.
– Kupimy jej wszystko, czego potrzebuje. – Odpowiedziała dziewczyna i zaczęła mówić do aptekarki słowa, których Seba nie znał.
Staruszka była w trakcie rekonwalescencji, dziewczyna odwiedzała ich bardzo często. Gdy babci już nie było, nieznajoma zaadoptowała dziecko, które przez ten czas bardzo się z nią związało. Tą nieznajomą byłam ja. Seba ma teraz dwadzieścia dziewięć lat. Wykształcił się na lekarza i bardzo dba o osoby starsze.
