– O, ładne mieszkanie, ładne. Też myślę o kupnie takiego dla syna. A ile będziecie płacić miesięcznie? – zapytał mój wujek, oglądając nasz niedawny zakup. Spodziewamy się, że spłacimy kredyt wcześniej – odpowiedziałam.
– Dobrze żyjecie, jesteście bogaci, skoro możecie płacić takie pieniądze – powiedział zazdrośnie mój wujek.
– Nie, nie jesteśmy bogaci, mylisz się. Jesteśmy biedni – zaśmiałam się. Odprawiwszy wuja, już szóstego krewnego w ciągu ostatniego tygodnia, zmęczona usiadłam w fotelu.
-Kiedy wynajmowaliśmy, nie było takiej pielgrzymki – powiedział mój mąż.
– Nie mówiłam ci, ale to chyba moja matka ich tu wysyła – westchnęłam.
Wieczorem znów zadzwonił dzwonek do naszych drzwi.
– Witaj, siostro! Poznajcie nowych lokatorów! – moja siostra wbiegła pospiesznie do mieszkania, trzymając dziecko na jednej ręce, a drugą ręką ciągnąc walizkę.
– Muszę zapisać syna do przedszkola. A i ja potrzebuję meldunku, żeby dostać normalną pracę. Nie martw się – nie będziemy tu długo!
Rok czy dwa, aż stanę na nogi! Masz, potrzymaj! – podała mi siostrzeńca.
– A dlaczego nie zadzwoniłaś? – Zapytałam oszołomiona.
– Ha, przecież ja cię znam! Znalazłabyś trzysta wymówek, żeby nie przyjechać! Gdzie możemy się zatrzymać?
Mój mąż wyszedł, spojrzał na moją siostrę, skupiając się na jej walizce, i wrócił do pokoju, ciężko wzdychając.
– Tak, nie idź jutro do pracy – zostań z dzieckiem, chcę zobaczyć miasto. I daj mi trochę pieniędzy, bo my nie mamy ani grosza – przyjechaliśmy do was za ostatnie pieniądze. Kiedy mama powiedziała, że kupiłaś mieszkanie w mieście, od razu zrozumiałam – oto jest, moja szansa na normalne życie! W mieście może spotkam mężczyznę . Mój syn zamieszka z tobą, jeśli będzie taka potrzeba. Nie będę go od razu straszyć, bo może uciec z urzędu stanu cywilnego, a po ślubie nigdzie się nie ruszy – zaśmiała się moja siostra, błyskając zębami.
Próbowałam wyjaśnić siostrze swój stosunek do wydarzeń:
– Czy nie przeszkadza ci, że mamy mało miejsca ? A w ogóle to takie rzeczy trzeba wcześniej uzgadniać. My pracujemy, nie mamy czasu, żeby cię niańczyć.
Chcemy mieszkać sami, od kilku lat tułamy się po wynajętych pokojach, wszystko z obcymi ludźmi – próbowałam wytłumaczyć siostrze swój stosunek.
– A my przecież nie jesteśmy obcy! – powiedziała moja siostra, zaglądając do lodówki.
– Synku, czy będziesz jadł jogurt? A co my tu mamy? Mmm, kiełbasę! Swoją drogą – powiedziała, biorąc kęs kiełbasy – Mówicie, że nie ma miejsca. Zmieścimy się w jednym pokoju. Ja będę spała z tobą, możesz kupić mojemu synowi kanapę. Wszystko będzie w porządku!
– Posłuchaj mnie! Ty i twój syn nie będziecie z nami mieszkać! Dzięki za przyjście, bardzo się cieszę, że was widzę. Ale my chcemy mieszkać sami !
-Kupiliście mieszkanie i tyle? Czy więzi rodzinne nic dla ciebie nie znaczą? – zaczęła moja siostra. Słuchaj, ja mogę powiedzieć twojemu mężowi wszystko, jak chodziłaś po wsi z mężczyznami!
– Zwariowałaś czy co – wypowiedź siostry sprawiła, że prawie zaniemówiłam.
– Hej, chodź tu! Twoja żona jest puszczalską! Lepiej ożeń się ze mną! Ja będę wierna!
Mąż wszedł do kuchni, wziął moją siostrę na ręce, wyniósł ją na korytarz i wypchnął z mieszkania. Potem wziął walizkę, podał jej dziecko i zamknął drzwi. Moja siostra do późnego wieczora krzyczała na klatce schodowej, a potem wyszła. A rano zadzwoniła do mnie mama i powiedziała, że jestem niewdzięczna i że nie mam już rodziny. W ten sposób kupiliśmy mieszkanie i straciliśmy krewnych.