Po tym jak wuj zwrócił mi dług po półtora roku, zaczęłam pożyczać pieniądze krewnym za pokwitowaniem. Krewni zawsze pożyczali ode mnie. Chociaż śmiali się z mojego stylu życia. Nie, nie jestem córką milionerów, nie jestem dziedziczką spadku. Byłam po prostu przerażająco oszczędna. Zamrażałam rosół gdy został, zawsze gasiłam światło, gdy wychodziłam z pokoju. Miałam ultrakrótką fryzurę – więc oszczędzałam na szamponach, balsamach i stylizacji. Ubierałam się w second-handach, kupowałam produkty na promocjach i nigdy nie pozwalałam sobie na chwilowe “chciejstwo”.
Nie przeczę, pod pewnymi względami wyglądałam jak bezdomna. Tylko bardziej zadbanej wersji. Zbierałam pieniądze jak szalona. Rzecz w tym, że miałam marzenie. Chciałam kupić własny dom. Mały, z niewielką działką, ale własny. Żeby sadzić piwonie pod oknem i pić herbatę w altance pod jabłoniami. I żeby w przyszłości przyjeżdżały do mnie moje dorosłe dzieci i wnuki. Altanka, mały dmuchany basen dla dzieci, huśtawki. Dużo zieleni, pachnące siano i kozy. Rodzaj małego pasterskiego raju. Szłam do swojego celu. Oczywiście nie szybko, ale jednak. Podczas gdy ja gorączkowo liczyłam każdy grosz, większość moich krewnych i znajomych żyła i nie odmawiała sobie niczego. Wycieczki, imprezy, gadżety. A potem prawie wszyscy wzięli ślub, mieli dzieci i wpakowali się w kredyty hipoteczne. I tyle, skończyło się wesołe życie, niech żyje ekonomia. Wyrzucenie z pracy? Opóźnienie w wypłacie wynagrodzenia? Twoje dziecko jest chore i pilnie potrzebujesz pieniędzy na leki?
Jest wyjście – zadzwoń do mnie. Kiedy mój wujek pożyczył ode mnie na naprawę samochodu i zniknął na 1,5 roku, przestałam ufać ludziom w kwestii “pożycz”. Jeśli chcesz pożyczyć – wypisz pokwitowanie. Coraz częściej słyszałam obelgi na moją odmowę pożyczenia pieniędzy. Ale nie przejmowałam się tym. Jeszcze kilka lat temu stać mnie było na zakup pożądanego domu. Jednak, z każdym rokiem dom z moich marzeń stawał się coraz większy. Co za tym idzie, potrzeba było na niego coraz więcej pieniędzy. Kiedy skończyłam 33 lata, był to najwyższy czas, aby pomyśleć o małżeństwie i dzieciach, a ja nadal nie mogłam wyrzucić z głowy marzeń o domu. Rok temu moja siostra pożyczyła ode mnie sporą sumę pieniędzy. Wraz ze swoim mężem mieszkali z teściową, i nie mieli tam wystarczająco dużo miejsca. A po co brać kredyt hipoteczny, skoro można wziąć ode mnie ? Wzięłam od niej pokwitowanie.
– Za kilka miesięcy będzie można sprzedać spadek po dziadku. Oddam ci wszystko od razu! Cztery lub pięć miesięcy to termin ostateczny! – zapewniała mnie siostra. Uwierzyłam jej. Niepotrzebnie.
Nigdy nie zwróciła mi pieniędzy. Sprzedali spadek, postanowili zrobić remont i pojechać na wakacje. W końcu “żyje się tylko raz!”. A dług?
– Poczekaj, przecież nadal nie masz męża, rodziny, dzieci. Po co ci pieniądze?
Cała moja rodzina prosiła mnie o pieniądze. A poza tym znalazłam też idealny dla mnie dom. I naprawdę potrzebowałam pieniędzy. Wtedy pomyślałam, że siostra może na mnie zapisać części swojego mieszkania. Nie chciała. Ale tak marudziłam, że pragnienie swietego spokoju odegrało swoją rolę – zgodziła się. Jak tylko załatwiliśmy to, to od razu zaczęłam szukać kupca na część mieszkania. Udało się. Wreszcie z wynajmowanego pokoju przeniosłam się do swojego domu. Moje szczęście nie znało granic.
I nawet liczni krewni, którzy na każdym kroku robili mi wyrzuty, nie burzyli mojej radości.
– Łzy siostry wrócą do ciebie! Dlaczego siostra ma mieszkać z obcym człowiekiem lub odkupić jego część? Nie masz sumienia, żeby pozwolić obcej osobie mieszkać z własną siostrą! Nie jesteś już moją córką! – powiedziała mi matka i kazała skasować jej numer i zapomnieć adres …
Sąsiad z domu naprzeciwko zaczął zwracać na mnie uwagę.
Myślę, że może coś z tego będzie.
Teraz mam piękne sukienki, nowe buty i dobre jedzenie. W wieku 35 lat dopiero zaczęłam żyć! A moi krewni – cóż, nie zdali egzaminu, będę jakoś żyła bez nich.
