– A dlaczego ktoś miał o tym wiedzieć, – mężczyzna robił kobiecie wyrzuty, – żyliśmy spokojnie, a teraz co?
Kobieta milczy, bo nie ma nic do powiedzenia. Mężczyzna rzeczywiście ma rację. Są małżeństwem od 25 lat, żyją w dobrobycie i niedawno wydali za mąż jedyną córkę. Jej mąż to wspaniały, dobrze wychowany facet z zamożnej rodziny. Dobrze komunikują się ze swatami, często widują się na wakacjach.
Po ślubie młodzi zamieszkali u swatów, później oni wyjechali na wieś na stałe, więc mają własne mieszkanie. Cztery pokoje.
Mąż i żona całe życie ciężko pracowali, aby żyć w dostatku i zapewnić córce dobrą przyszłość. Mężczyzna nie lubił jednak chwalić się bogactwem i wierzył, że szczęście kocha ciszę. Jego córka chodziła więc do zwykłej szkoły, a potem dostała się na studia.
– Kupiliśmy córce mieszkanie na kredyt, gdy skończyła 10 lat. Rata była rozłożona na 10 lat, ale nikomu o tym nie mówiliśmy.
Kobieta miała liczną rodzinę – siostry, kuzynki i brata. Wszyscy żyli normalnie, ale nie kąpali się w luksusach.
Kilka lat temu postanowili zrobić remont w mieszkaniu i zamknąć je do czasu, aż córka wyjdzie za mąż. Właśnie wtedy zaczęła spotykać się z przyszłym mężem. Kto wiedział, że teściowie postanowili wyprowadzić się z miasta, a mieszkanie planowali zostawić młodym.
Na spotkaniu rodzinnym zdecydowali, że córka zamieszka z mężem, a my wynajmiemy to mieszkanie. I wtedy miał przyjść pierwszy klient na oględziny mieszkania, a to był – syn kuzynki.
Nigdy nie dzwonili do niego, więc numer telefonu nic im nie mówił. Ale chłopak nie mógł nie rozpoznać swojej ciotki. W rezultacie nie doszli do porozumienia w sprawie ceny. Chłopak mówił, że są krewnymi i że chciałby, aby zaproponowano mu niższą cenę.
Tego samego wieczoru zadzwoniła kuzynka:
– Dlaczego nie powiedziałaś mi, że wasze mieszkanie jest puste? Moja córka i jej mąż wynajmują mieszkanie w fatalnych warunkach, zamieszkaliby u ciebie. Opłaciliby media i dołożyli coś od siebie.
Kobieta długo zastanawiała się nad tym:
– Postanowiliśmy z mężem, że wynajmiemy nasze mieszkanie obcym ludziom. Zarobiliśmy na to mieszkanie własną pracą, a emerytura niedaleko. Z czynszu będziemy mieli pieniądze na jedzenie. A krewni mają ręce i nogi, niech sami na siebie zarobią. Nie prosiłam nikogo nigdy o pomoc.
– Inaczej by było, gdybyśmy mówili o trudnych sytuacjach – mówi mężczyzna – coś ze zdrowiem. Grzechem jest wtedy nie wspierać. A tak… mają ręce, nogi, wszystko mogą zrobić.
Czy w tej sytuacji kobieta miała rację?
