My jako rodzice zrobiliśmy wszystko dla naszej jedynej córki. Daliśmy jej mieszkanie, żeby nie musiała brać kredytu. Pomagaliśmy w pierwszych miesiącach we wszystkim, w czym się dało. Teraz zięć i córka mieszkają w dwupokojowym mieszkaniu, które tylko formalnie należy do mnie i męża. Moja córka nigdy sobie niczego nie odmawiała. My jako rodzice bardzo o to dbaliśmy. Nosiła modne ciuchy, miała na kosmetyki i itp, ale wszystko się zmieniło odkąd wyszła za mąż. Jej mąż nie jest drobiazgowy i nie jest bardzo skąpy, ale żyją bardzo oszczędnie. Bardzo rzadko kupują nowe rzeczy, a jeśli już, to tanie, nie chodzą do restauracji i nie jeżdżą za granicę.
Oznacza to – że nie mogą chorować, nie mogą stracić pracy, bo będzie kiepsko. Krótko mówiąc, sytuacja jest trudna. A czemu? Bo jej mąż oszczędza na mieszkanie, ale ponieważ ceny są szalone, postanowił wziąć kredyt hipoteczny i oszczędza na wkład własny.
– Po co ci kolejne mieszkanie? – Zapytał go przyjaciel.
Dokładnie, też tak myślę. Przecież mają dach nad głową, a chcą wziąć nowe mieszkanie i kredyt hipoteczny. Mój zięć mówi, że to nie jest jego mieszkanie i dlatego chce mieć własne.
Pewnie od razu myśli o czymś złym, bo jeśli się rozwiodą, nie będzie miał gdzie mieszkać.
Ja wszystko rozumiem, ale mają dzieci i kochają się, więc po co popadać w skrajności? Prosiłam córkę, żeby go przekonała, ale ona mówi, że to bez sensu, a on już zdecydował i nie zamierza zmieniać zdania. Kolejnym problemem jest to, że od 10 lat mieszkają w tym mieszkaniu i nadal nie robią tam żadnych remontów.
– To nie jest mój dom i nie będę w nim robił remontów – mówi zięć.
A czyj to jest dom, jeśli nie jego? To są jakieś bzdury. Pewnie kupi sobie własny i tam będzie remontował.
Może ma rację: póki ma się pieniądze, trzeba oszczędzać, a póki ma się możliwość starania się o kupno mieszkania, należy z niej skorzystać. Ale za jaką cenę?