Mężczyzna przekazał Eli wiadomość w piątek wieczorem. Cały tydzień czekał na odpowiedni moment i uznał, że ten dzień będzie odpowiedni.
Ela przyzwyczaiła się do pracy męża w weekendy. Rzeczywiście, pieniędzy było więcej. Tylko… na koncie. Te pieniądze prawie nigdy nie trafiały do żony i dzieci. Mąż je zbierał. Nie mówił czemu, tylko uśmiechał się zamyślony. Ela myślała nawet, że mąż chciał zabrać rodzinę na wakacje nad morze. Okazało się jednak zupełnie inaczej.
– Proszę, pogadajmy- Adam wyszedł z łazienki, poszedł do kuchni i usiadł na krześle.
– Proszę bardzo, – jego żona usiadła naprzeciwko i podparła ręką policzek.
– Wychodzę i nie wracam – powiedział cicho Adam.
– Znowu będziesz pracował w weekend? – jego żona nie rozumiała.
– Nie, zostawiam cię. Mam drugą – powiedział nagle mężczyzna.
Ela zamarła.
“Drugą!” – I natychmiast rozwiązała się zagadka. Na tym polegała praca, okazuje się też gdzie poszły pieniądze.
– Ela, pomóż mi spakować rzeczy, wiesz lepiej, co mam zabrać – powiedział mężczyzna, kończąc zupę.
Ela od takiej bezczelności zmarła. Myśli wirowały w jej głowie. Ela chciała się z nim pokłócić, ale udało jej się powstrzymać. Siedziała i jadła, jakby nic się nie stało. Przez całe ich życie, gdy mąż wyjeżdżał, żona pakowała mu torby lub walizki. Ela chciała się oburzyć, ale nie straciła twarzy. Wstała i na chwiejnych nogach wyszła z kuchni.
– Ach, spakować…, – Ela chwyciła największą walizkę, z którą pojechali na wakacje, otworzyła ją i zamarła.
– Ugh, co za graty- pomyślała i zaczęła wkładać do tej walizki wszystko, czego chciała się pozbyć przez całe życie: puszki po śrubkach, stare kapcie męża, jakieś jego paczki, których nie chciało mu się rozebrać przez lata, zepsuty parasol, brudne gumowce, nawet bieliznę z kosza w łazience (nie tknęła nowej, coś przyda się synom).
W ciągu dziesięciu minut Ela przeszła przez dwupokojowe mieszkanie i zgarnęła wszystko, co było denerwujące, niepotrzebne i związane z jej mężem. Zebrała to. “Rupiecie” ledwo zmieściły się w ogromnej walizce.
Ale żona dzielnie cisnęła całym swoim ciężarem i zapięła zamki.
Trochę zmartwiona, rozczochrana, odsunęła się i puściła męża do drzwi. Ten zadowolony z pysznej kolacji, założył buty, wziął kurtkę i wyprostował się.
– No cóż, – zaczął.
– Nie powiesz dzieciom? – przerwała mu żona.
Zawstydził się i powiedział cicho:
– Lepiej, żebyś zrobiła to sama. Nie lubię się żegnać, wiesz – mężczyzna chwycił ciężką walizkę, powiedział “Wow” i wyszedł.
Ela zamknęła za nim drzwi i dopiero teraz rozpłakała się. Emocje, które ją ogarnęły, pospieszyły z jej oczu. I poczuła się dobrze. Podeszła do lustra. Na jej twarzy widniały dwa ślady.
– Muszę wszystko zmyć – nastawiała się pozytywnie, – i zacząć nowe życie. Czyste, szczęśliwe.
Mąż potem kilkakrotnie próbował wrócić. Najpierw po czyste rzeczy, potem chciał wrócić do rodziny, ale Ela była nieugięta. Zmieniła zamki w drzwiach i sama złożyła pozew o rozwód.
– W rodzinie nie ma miejsca na śmieci – żartowała.