Syn Lucyny , Jacek , ożenił się pięć lat temu. On i Izabela ciężko pracowali i w ciągu dwóch lat udało im się zgromadzić kwotę na wpłatę własną, dobrać kredyt hipoteczny i kupić mieszkanie w mieście blisko stolicy. A na przyjęciu w domu ucieszyli rodziców oczekiwanym powiększeniem rodziny.
Dziś Izabela jest na urlopie wychowawczym, a Jacek zarabia. Dochody wystarczają na utrzymanie rodziny i spłatę kredytu hipotecznego. Jednak kilka miesięcy przed porodem Izabela spędziła w łóżku. Groziło jej poronienie, a lekarze nalegali na odpoczynek. Jacek, te dwa miesiące, sprzątał sam. Lucyna często ich odwiedzała. Prała i prasowała wszystkie ubrania. Układała je schludnie w szafach.
A kiedy Izabela była już w szpitalu, Jacek wynajął sprzątaczkę, a ta sprawiła, że mieszkanie nabrało blasku. I przez pierwsze miesiące, gdy do dziecka przychodzili lekarze i pielęgniarki, w mieszkaniu panował porządek. Ale dziecko ma już dwa lata, a młoda matka zaniedbuje czystość i porządek w domu.
Dziś Lucyna przyszła do domu syna. Izabela musiała pojechać do stolicy na wizytę lekarską. Na ogół, jeśli Jacek i Izabela czegoś potrzebują, przyprowadzają do niej syna. Tym razem jednak poprosili ją, żeby przyjechała sama.
O dziesiątej rano teściowa wchodziła już do mieszkania syna. I powoli wpadała w niesmak od brudu panującego w mieszkaniu.
– Izabela , co to za bałagan? – Ty zrobiłaś z mieszkania śmietnik.
– Nie mam czasu na sprzątanie ze względu na dziecko – próbowała się usprawiedliwić.
– Słuchaj. Nie mam zamiaru przebywać w takim brudzie! – Lucyna powiedziała zdecydowanie. – Nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie posprzątamy tego bałaganu.
– Chyba żartujesz.
– Nie. Jeśli nie masz czasu to będziesz musiała umówić się na inny termin do lekarza. Nie zamierzam siedzieć w tym brudzie.
– Nie musisz. Wracaj do domu.
Lucyna wyszła z mieszkania i skierowała się do windy…