– Nie, nie wezmę. Nie mogę znieść smrodu cudzego dezodorantu.

Krótko po wyjściu za mąż zaszłam w ciążę, a po porodzie poszłam na urlop macierzyński. Potem wychowawczy. Tak minęły trzy lata, mój syn poszedł do przedszkola, a ja postanowiłam założyć firmę. Otworzyłam w rynku sklep z odzieżą damską.

– To jest głupie – takie zdanie słyszałam ze wszystkich stron.  Natomiast od męża nie słyszałam złego słowa  – wspierał mnie. Z wykształcenia jestem pielęgniarką, w poprzedniej pracy otrzymywałam niską pensję, więc ten biznes i tak dałby większy zysk.

W naszym mieście wynajęcie lokalu było dość drogie, ale znalazłam w miarę akceptowalną opcję i pogrążyłam się we własnym biznesie. Najpierw wzięłam kredyt, załatwiłam wszystkie niezbędne dokumenty i teraz mam swój mały sklepik w centrum.

Sama sprzedaję od rana do nocy. Przy synku pomaga mi teściowa. Mój Marek bardzo często choruje, szczególnie w okresie zimowym, a nie ma możliwości pójścia na zwolnienie lekarskie, bo sama  sobie jestem szefem…

– Zaproponuj żonie brata, żeby pracowała u ciebie – powiedziała mi moja mama.

– Mamo, – mówię – teraz ja sama pracuję prawie bez zysku, a Luizie trzeba będzie płacić miesięczną pensję.

Ale tak naprawdę był inny powód: branie krewnych do pracy to porażka, a ja w ogóle nie lubiłam jej jako osoby.

– Myślę, że ona jest bardzo chytra i wyrachowana – powiedziałam mężowi.

Na drugi dzień rozmawiałyśmy o wspólnej znajomej, która została przyłapana jak bierze łapówkę, a ona powiedziała:  szkoda, że ją złapano.

Minęło parę dni.

– Przyjechaliśmy do ciebie – Luiza zajrzała do mojego sklepu z wózkiem, – kupowaliśmy Damianowi kombinezon i postanowiliśmy cię odwiedzić.

Zabawiłam się z maluchem i zamieniłam kilka słów z Luizą . Wtedy jej wzrok padł na jedną sukienkę:

– Och, zawsze marzyłam o takiej sukience. Nie mogę schudnąć po ciąży, moje stare ubrania są za małe, a niedługo idę na wesele do koleżanki. Mama zgłosiła się na ochotnika do pilnowania wnuka. Szkoda, że nie ma mojego rozmiaru, wzięłabym ją.

– Mam twój rozmiar – powiedziałam – mogę ją przynieść i przymierzysz. Pozostałe rozmiary mam z tyłu, a w tu wiszą najpopularniejsze. Luiza po urodzeniu dziecka przybrała na wadze, będzie pasował na nią rozmiar 50, a ja go miałam.

– Przynieś! – ekscytowała się żona mojego brata, – Wyszła z błyszczącymi oczami na salę, a kolor i fason jej pasował.

– Ile kosztuje? – zapytała, gdy zobaczyła metkę z ceną, – Bardzo drogo!

– Sprzedam ci po cenie zakupu, – powiedziałam, – taniej nie mogę.

– Nie mogę tego kupić nawet po cenie zakupu, nie mam teraz takich pieniędzy. Twój brat i ja mamy do spłacenia kredyt hipoteczny. Trudno, tym razem obejdę się bez nowej sukienki.

Myślę, że Luiza miała nadzieję, że dam jej tę sukienkę w prezencie, ale ja też nie mam teraz możliwości dawania takich prezentów.

Luiza obejrzała jeszcze kilka sukienek , po czym chwyciła wózek i skierowała się do domu.

Usiadłam i zaczęłam robić obliczenia, i nagle zadzwonił telefon

– Nie mogę dziś odebrać małego z przedszkola, dzwoniła teściowa – bardzo boli mnie głowa, pewnie przez zmianę pogody. Umówiłam się już z twoją matką, weźmie go i zabierze do siebie.

Matka mieszkała obok mojego sklepu, ale jakoś tak się złożyło, że matka męża więcej czasu spędzała z moim synem.

A dziś krótko przed zamknięciem – usłyszałam pytanie – kiedy pani zamyka?

W sklepie był klient, więc poprosiłam mamę , żeby z moim synkiem poszła na zaplecze. Zwykle zamykałam sklep o 19.00.

– Pójdę już – mama wyszła jakieś 5 minut później – mały siedzi i maluje, a ja muszę upiec placki.

Minął weekend, a w poniedziałek zadzwoniła mama i zaproponowała, że odbierze wnuka z przedszkola. Zadzwoniłam do teściowej, ona już była zorientowana. Byłam bardzo zaskoczona, bo moja mama jest bardzo trudna, i nagle  sama się zgłosiła.

– Nie, nie wezmę – klientka wyszła we wtorek z przymierzalni z niezadowoloną miną. – Rozmiar nie ten ? – Zapytałam. – Nie, rozmiar jest idealny, ale ta sukienka jest noszona. Pachy po prostu nieznośnie śmierdzą cudzym dezodorantem, a plamy są na całej długości.

Przeprosiłam klientkę i uświadomiłam sobie, że w małym mieście bardzo łatwo jest stracić reputację i klientelę. A potem zaczęłam układać w głowie puzzle. Odmowa zakupu przez Luizę , mimo że sukienka jej się podobała, moja mama, która przyprowadziła wnuka, a potem szybko uciekła. Druga wizyta mojej mamy w poniedziałek “tak dla zabawy”.

– Będę szczera, wzięłam tę sukienkę – przyznała mama. Luiza w ogóle nie miała czego na siebie wyłożyć.

– Czy prosiła cię o to?

– Cóż, zgodziłam się, zwłaszcza że potrzebowała stroju tylko na jedną noc.

– I co z tego – odpowiedziała mi Luiza – Tak robią wszyscy!

– Rozumiesz- odparłam – że stawiasz mnie w złym świetle  w oczach klienta. Zależy mi na renomie mojego sklepu!

– I co? To twoja matka wzięła sukienkę, to sobie z nią radź!

Rozumiem, że matka chciała jej pomóc, ale nie w ten sposób!

– Zwrócę ci za to pieniądze – powiedziała matka.

Tak, wzięłam pieniądze i oddałam sukienkę matce. Tego samego wieczoru zadzwonił do mnie mój brat i powiedział, że zdzieram z naszej matki.

– To sam jej oddaj pieniądze za sukienkę, którą twoja żona miała na weselu! – odpowiedziałam- dlaczegi to ja mam cierpieć?

Teraz nakładam sankcje na własnych krewnych: nie mogą wejść do sklepu. Niech kupują ubrania w innych sklepach

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *