– Cóż, Marysiu, spakuj swoje rzeczy. Wystawiliśmy dom na sprzedaż, jesteś teraz dużą dziewczyną , potrafisz o siebie zadbać.

– No, Marysiu, pakuj swoje rzeczy, wystawiliśmy dom na sprzedaż, jesteś  dużą dziewczyną, możesz zadbać o siebie.

– Ale gdzie ja pójdę, ciociu?

– Idź do swojego ojca. Twoja matka i babka wszystko przed tobą ukrywały. On mieszka w stolicy i mówią, że jest wielkim biznesmenem. Podziękujesz mi później, – uśmiechnęła się ciotka – a nas jest siedmioro… Ciężko nam.

Kobieta położyła na stole stos wyblakłych starych kartek i czarno-białą fotografię. Na niej młoda kobieta stała w ramionach przystojnego, wysokiego chłopaka.

– To oni, twój ojciec służył w tutejszej jednostce wojskowej, a twoja matka straciła dla niego głowę.

– Dlaczego się rozstali? – zapytała Marysia.

– Pojechał do domu, ale jego rodzice byli niezadowoleni, że zamierza się ożenić z wiejską dziewczyną, więc nie wrócił po twoją matkę. Pisał listy, a potem przestał… Wkrótce urodziłaś się ty.

– Więc tata nic o mnie nie wie?

– Tak, twoja matka była dumna, urodziła cię i wychowywała sama. Mogła przynajmniej napisać, poprosić o jakąś pomoc…

Marysia wychowywała się z matką i babką, o ojcu nie wiedziała nic, zresztą w ich rodzinie nie było zwyczaju mówić o nim. Wszystkie próby rozmowy, jej matka zbywała. Jej babcia odeszła pięć lat temu. A matka odeszła niedawno, chorowała od dawna, nie było pieniędzy na leki, nie było gdzie prosić o pomoc… Gdyby tylko ciotka powiedziała jej o ojcu wcześniej… ale co tu  myśleć? Dzień po tej rozmowie dziewczyna zebrała swoje rzeczy, wzięła chusteczkę matki i pierścionek babci, stosik listów ze starą fotografią rodziców i poszła na dworzec kolejowy.

Stolica przywitała dziewczynę zimnym ulewnym deszczem, stary płaszcz nie ochronił jej przed przeszywającym wiatrem. Przechodziła obok jasnych okien, pięknych szyldów, wokół niej wrzało życie stolicy. Gdy stanęła w pobliżu jednego ze sklepów, odkryła, że brakuje jej torebki, w której znajdowały się pieniądze i rzeczy osobiste… Dokumenty schowała do kieszeni na piersi, tak jak radziła jej ciotka, za co jej dziękowała. Ale co teraz zrobić, nie pamiętała adresu,  był on właśnie w torebce… Dziewczyna usiadła na walizce i rozpłakała się.

– Co się dzieje?  Coś cię boli? – Usłyszała czyjś głos i spojrzała w górę. Głos należał do młodego, dwudziestopięcioletniego mężczyzny.

– Nie, nic mi nie jest, jestem tylko… trochę zmęczona.

– A jednak może mógłbym cię zabrać do twojego domu, nie wyglądasz zbyt dobrze.

– Nie mam domu. Przyjechałam kilka godzin temu…

Nie mogła już mówić, nagle uświadomiła sobie, że nie ma dokąd pójść, przecież  liczyła, że ojciec jej pomoże… Tymczasem mężczyzna pomógł jej wstać, wziął walizkę i zaprowadził ją do samochodu.

– Chodź,  mieszkam niedaleko, przynajmniej się ogrzejesz, napijesz herbaty, a potem pomyślimy, jak ci pomóc.

– Mam na imię Aleks, – uśmiechnął się.

– Ja jestem Marysia. Dlaczego mi pomagasz? Jestem dla ciebie zupełnie obcą osobą.

Aleks spojrzał na nią w milczeniu, po czym powiedział:

– Jesteś bardzo podobna do mojej siostry, zmarła kilka lat temu… Już w domu Aleks podał dziewczynie gorącą herbatę, ona opowiedziała mu, dlaczego przebyła tak długą drogę, o skradzionej torebce i o swoim domu, który wkrótce miał należeć do obcych ludzi. Nagle jej wzrok przykuła stara fotografia w pięknie rzeźbionej ramce na regale.

– Kto to jest? – zapytała, podchodząc bliżej.

– To mój ojczym. Dlaczego pytasz ? Czy się znacie?

– Poczekaj – Marysia pospieszyła do walizki, rozpakowała zawiniątko z listami. Wzięła do ręki starą fotografię ojca, jej ojciec tak bardzo przypominał mężczyznę na zdjęciu.

– Proszę,  spójrz.

– To jest on! Był jeszcze w wojsku. Po powrocie z wojska ożenił się, ale rok później jego małżeństwo się rozpadło. Pięć lat później poznał moją matkę, miałem wtedy trzy lata, ojczym dał mi swoje nazwisko i wychował jak własnego syna. Więc to on jest twoim ojcem?

– Tak, jego podpis jest też na listach…

– Tak jest … Tak – Aleks uśmiechnął się – więc jesteś moją przyrodnią siostrą, no cóż, miło cię poznać. Idź i wypij herbatę, jesteś zmęczona drogą …

– Lucyna … Kiedy pierwszy raz zobaczyłem ją w miejscowym sklepie, nie mogłem oderwać od niej oczu, jaka była piękna. – Więc jesteś jej córką?

Marysia stała przestępując z nogi na nogę, poprzedniej nocy nie spała, zastanawiała się jaki on jest, czy ją pozna. Czy ją odeśle? Drzwi otworzył im wysoki mężczyzna o gęstych siwych włosach, który jednak wciąż wyglądał dość młodo.

– Ojcze, to jest Marysia. Ma z tobą coś ważnego do omówienia – zaczął Aleks.

– Dzień dobry, proszę wejść do środka. Podczas gdy Marysia się rozglądała, Aleks położył na stole stos listów i zdjęcie. Dłonie jego ojczyma drżały; nikt nie wiedział, jak droga jego sercu była Lucyna, ile kosztowało go zerwanie związku w imię korzystnego dla interesów ojca małżeństwa.

Nikt nie wiedział, że kilkakrotnie przychodził do Lucyny, ale ona nie wpuszczała go, nie słuchała, a wszystko mogło się jeszcze zmienić.

– No witaj córko! Witaj w domu, – uścisnął Marysię , – bardzo kochałem twoją matkę, dobrze nie płacz, wszystko będzie dobrze, uwierz mi, gdybym wiedział o tobie wcześniej….

Minęło kilka lat, Marysia i Aleks zaprzyjaźnili się; ojczym przekazał zarządzanie firmą w ręce syna i córki. A jego duży, pusty dom wypełnił się tupotem dziecięcych stóp i śmiechem małych wnuków.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *