Halina Kasprzak ( 45 l.) z Podhala dwa lata temu umieściła swoją niepełnosprawna córkę, Sylwię, w DPS–ie w Jordanowie, prowadzonym przez zakonnice. Była przekonana, że w placówce dziecko odnajdzie spokój i dobrą opiekę bo w końcu, kto jak nie zakonnice okażą empatię niepełnosprawnemu dziecku. Tymczasem na światło dzienne wyszły przerażające fakty. Sylwia w DPS w Jordanowie miała przeżyć istne piekło. Wszystko za sprawą zakonnic.
Halina Kasprzak jest jedynym opiekunem prawnym swojej dorosłej córki. Sylwia (24 l.) zmaga się z padaczką, jest upośledzona umysłowo w stopniu umiarkowanym. Do 2019 roku mieszkała w domu rodzinnym, jednak sytuacja życiowa rodziny się zmieniła. Wskutek toczącej się sprawy rozwodowej, pani Halina wraz z dwiema córkami została zmuszona do opuszczenia domu. Zamieszkała w tzw letniej kuchni, którą zajmowała jej zmarła teściowa. Wraz z dwiema córkami, z których każda jest niepełnosprawna, musiała się zmieścić w maleńkim pokoju z kuchnią.
– Opieka społeczna nalegała bym oddała Sylwię do DPS–u. Rozwód i inne okoliczności, o którym nie mogę mówić spowodowały, że Sylwia stała się niespokojna, nasza sytuacja materialna i bytowa uległa znacznemu pogorszeniu – opowiada pani Halina.
DPS Jordanów. Zakonnice miały bić Sylwię paskiem
Sylwia zamieszkała w DPS w Jordanowie w ostatnich dniach 2019 roku. Mama odwiedzała ją raz w miesiącu, zabierała na długie weekendy oraz na święta. To właśnie wtedy zauważyła niepokojące sygnały.
– Sylwia bardzo schudła, zmieniło się także jej zachowanie. Była jakby naćpana. W restauracji nie potrafiła sama jeść, choć wcześniej nie sprawiało jej to problemu. Podczas jednego ze wspólnych weekendów zauważyłam na nodze córki zaniedbaną ranę i siniaki na całym ciele, stare i świeże. Zakonnice nie potrafiły wytłumaczyć co się stało Sylwii – opowiada Halina Kasprzak.

