Moi rodzice namawiają mnie do dzielenia się samochodem z siostrą, bo jej rodzina jest podobno biedniejsza.
Swego czasu rodzice dali im już stary samochód mojego taty, ale silnik podejrzanie szybko uległ awarii i mąż mojej siostry sprzedał auto. Na co wydali te pieniądze – nikt nie wie. Ale mieli wspaniałe wakacje w Egipcie.
Ja i moja żona pozwalamy sobie na jakieś wyjazdy znacznie rzadziej, bo mamy pracę, obowiązki i cele. Samochód dla mnie też był kiedyś celem i marzeniem. I co? Zaoszczędziłem i kupiłem, choć nie nowy, ale bardzo dobry. A teraz muszę go pożyczać szwagrowi, żeby mógł pojechać do rodziców na wieś. Albo żeby mógł zabrać swoje dzieci na koncert.
Jestem zły, nie lubię dawać mu auta. Nie chcę, żeby przypadkiem uszkodził samochód. Znając motto mojej siostry “nie mam pieniędzy” w razie czego nikt nie naprawi mi samochodu. Co tu dużo mówić, szwagier nigdy nie wlał do niego benzyny, choć pożyczył go kilka razy i jeździł na mojej benzynie i za moje pieniądze.
A moi rodzice mają jeszcze sumienie, żeby mnie o to prosić, tak jak moja siostra. Próbuję się wykręcać, wymyślić powody, dla których nie mogę dać im auta , ale słyszę wtedy wyrzuty w ich głosie i czuję, że jestem zobowiązany do dzielenia się. Wiem też, że gdyby moja siostra i jej mąż chcieli żyć trochę oszczędniej to mogliby kupić sobie samochód, ale w głębi duszy wiem, że ich jedyną radością jest zarabianie pieniędzy i wydawanie ich od razu.
Oni żyją z dnia na dzień, nie żałują sobie niczego, a ja czuję się wykorzystywany.