-Tato, Artur i ja pobieramy się.
-Ok, Artur to jest to. A gdzie będziecie mieszkać?
-Z wami…
-Nie ma sprawy. Więc on nie ma własnego mieszkania.
-Cóż, mamy mnóstwo miejsca.
-Tak, mamy trzy pokoje, a jeden z nich oddamy Arturowi. Czy on ma samochód?
-Samochód? Nie ma.
-Naprawdę? Też nie. Nie ma mieszkania, nie ma samochodu. I po co ci on potrzebny – bez mieszkania i bez samochodu? Czym on cię będzie woził? Przecież lubisz jeździć samochodem. Może zmienisz zdanie o ślubie z tym Arturem?
-Nie zmienię, Artur to dobry chłopak.
– Co jest w nim dobrego?
-Buja mnie na huśtawce.
-Posłuchaj, Julia, narzeczony naszej córki to Artur, a on huśta naszą córkę na huśtawce. Zamierzają zamieszkać z nami. Nie zdążyłem jeszcze zapytać o jego rodziców, najprawdopodobniej nie wie, kto jest jego ojcem i matką.
Julia wyszła z kuchni, rozwiązując fartuch.
-Jak? Artur? W zeszłym tygodniu był to Maks. Tak szybko zmieniasz narzeczonych?
-Pokłóciłam się z Maksem, nie pozwolił mi się pohuśtać na huśtawce.
-Widzę, więc pokłóciliście się z powodu huśtawki – tata wyglądał dość poważnie, gdy rozmawiał z córką, która przeszła już do starszej grupy przedszkola.
Mama Julii spojrzała na córkę ze zrozumieniem:
-To prawda córko, po co ci ktoś taki. To już lepiej Artur …
Córka poczuła wsparcie, klasnęła w dłonie:
-Hura! Artur będzie mieszkał z nami!
-Najpierw zapytajmy jego rodziców, – zaproponował ojciec.
Córka pomyślała.
– No, jest już późno, chodźmy spać, jutro idziemy do przedszkola – zawołała matka.
– Oooo, nie chce mi się.
-Ale musisz, inaczej jutro będziesz niewyspana i Artur nie będzie cię lubił.
Córka posłusznie poszła spać. Rodzice spojrzeli na siebie.
-Dobrze, – uśmiechnęła się Julia, – póki jest mała, ma takie błahe zmartwienia: pomyśl, co tydzień nowy chłopak. I żadnych problemów. Przecież to dobry czas!
Ojciec śmieje się:
-Jutro musimy się spotkać z Arturem, przecież on huśta naszą córkę na huśtawce.
Zajrzeli do pokoju dziecięcego: dziecko było już w łóżeczku i czekało, aż tata i mama pocałują ją na dobranoc.
Złoty czas, którego w tym wieku nawet się nie czuje…