-Czy ty potrafisz sobie z nimi poradzić? -zapytała z niedowierzaniem Dorota, próbując zapiąć but.
-Tak, ile razy mam to powtarzać?- odpowiedział ze złością mężczyzna.
Dorota wyprostowała się i spojrzała z powątpiewaniem na męża, czteroletnią córkę i małego synka, który właśnie skończył dwa lata.
Jak ona w ogóle odważyła się pojechać gdzieś sama?
Dorota nie wiedziała, kto jest bardziej nieodpowiedzialny, ona czy jej mąż, który nigdy nie był sam z dziećmi …
-Jedź na to wesele i nie myśl o niczym. Odpocznij tam z mamą, siostra się ucieszy – uspokoił ją Robert i uśmiechając się dodał:
-Jestem dorosłym człowiekiem, a to są tylko dzieci. W pracy zarządzam całym działem, co jest o wiele trudniejsze…
Młodszy syn był znudzony i z długim: “Tato” chwycił spodnie ojca, które szybko zsunęły się w dół.
Rumieniąc się, Robert podciągnął swoje spodnie. A potem, jakoś odrywając czepliwe palce syna od ubrania, wziął go w ramiona.
-Zobacz! Możemy to zrobić! – wykrzyknął radośnie.
Dorota starała się powstrzymać emocje. Jednak nie mogąc dłużej wytrzymać, odwróciła się w stronę drzwi i mruknęła:
-To już koniec, mama odeszła! – wyszła na klatkę schodową.
Po przebiegnięciu dwóch pięter znalazła się na ulicy. Wtedy zaczęła się śmiać.
-Więc mówisz, że łatwiej jest poradzić sobie z dziećmi niż z podwładnymi w pracy? – zaśmiała się, wycierając łzy chusteczką. No cóż, zobaczymy co powiesz pojutrze…
Uspokoiwszy się, kobieta wyprostowała swoje zmierzwione blond loki i udała się na dworzec autobusowy, gdzie miała spotkać się z matką. W ciągu ostatnich czterech lat była to jej pierwsza “ucieczka” z domu bez dzieci.
Jechała na wesele siostry, w innym mieście, gdzie miała się dobrze bawić i nie myśleć o niczym. Chociaż… Jak matka może odstawić swoje dzieci na boczny tor, zwłaszcza jeśli zostają z… Robertem?
-Dorota, cześć!!! – ucieszyła się matka, gdy spotkała córkę na dworcu autobusowym. -Dlaczego jesteś taka smutna?
-Cześć, mamo. Martwię się… Myślisz, że Robertowi się uda?
– Niech spróbuje – uśmiechnęła się mama. – Trzeba mu dać nauczkę.
-To trochę ostre.
-To nie jest mały chłopiec. Od lat dźwigasz sama całe gospodarstwo domowe, łącznie z dziećmi. A on nie kiwnie palcem – matka potrząsnęła głową. Oczywiście, rozumiem, że zarabia… Ale dzieci są nie tylko twoje, ale i jego! Kiedy był z nimi sam, bez ciebie?
Dorota milczała.
-To się nigdy nie zdarzyło, – przytaknęła mama – A teraz, kiedy tak się składa, że on ma urlop, a nasza Maria wychodzi za mąż, dlaczego nie zostanie z dziećmi? Dzieci bardzo tęsknią za ojcem. A ty musisz też czasami wyjść, Robert nie może być jedynym, który jeździ na imprezy firmowe z noclegiem!
-Masz pewnie rację – westchnęła Dorota – Napisałam mu szczegółową instrukcję… Tylko że nawet na nią nie spojrzał.
Jej matka machnęła ręką.
-Wszystko tam posprzątałaś, wszystko przygotowałaś. Wszystko…
Młoda kobieta, która niedawno skończyła trzydzieści siedem lat, westchnęła z ulgą. W tym czasie na przystanek podjechał autobus.
-Dzieci!!! – krzyknął Robert , któremu już kręciło się w głowie – Przestańcie biegać. Czas się wykąpać i spać!
-Nie chcemy!!! -piszczała córka w biegu i wskakiwała na kanapę.
Robert zerknął na zegar: było wpół do dziesiątej.
– I jak udaje jej się je uspokoić, że śpią o dziesiątej? mruknął.
Minęła kolejna godzina, zanim mężczyzna zdołał zebrać dzieci w łazience, wykąpać je i położyć do łóżka. Jednak, jego przygody nie kończyły się na tym.
-Pić ! – wołała córka.
-Do toalety! – krzyknął syn.
-Teraz…, – mruknął Robert, wchodząc po raz piąty do pokoju. -Co ? Przecież założyłem ci pieluchę! – zwrócił się do syna.
Po przebraniu syna i poprawieniu kocyka córki, mężczyzna ponownie wyszedł z pokoju, ale zanim dotarł do kuchni
– Tato! Teraz ja chcę!- krzyknęła córka śmiejąc się.
Robert zgrzytnął zębami. Tak bardzo chciał wypić kawę i obejrzeć film!
Poranek nie był radosny. Córka osiodłała ojca, który chrapał w pokoju, i powiedziała głośno:
-Tato! Jesteśmy głodni! A brat – cmoknął.
-Zawołaj matkę… – mruknął Robert, zdejmując z siebie dziewczynkę.
-Nie ma jej.
-Gdzie ona jest?
-Zniknęła!
To nie był sen – Doroty naprawdę nie było. Wstając z trudem, mężczyzna spojrzał na zegar, który wskazywał szóstą rano.
-Idź spać. Do dziewiątej jest jeszcze sporo czasu…
-Jestem głodna! -dziewczynka zmarszczyła brwi.
-Dobrze…
Ubrawszy syna, mężczyzna udał się do kuchni, gdzie czekała go niemiła niespodzianka. Nie ugotował wieczorem owsianki.
-Czy chcecie oglądać kreskówki? – zapytał, widząc początki histerii na twarzach dzieci.
-Tak!
-Świetnie.
Po posadzeniu dzieci przed telewizorem, udał się do kuchni. Starannie odmierzył odpowiednią ilość mleka i stawiając płatki na ogniu, uśmiechnął się.
-Nic skomplikowanego. A ona nie wierzyła we mnie…
Kiedy płatki mniej więcej zaczęły się gotować, z pokoju dobiegł krzyk. Robert rzucił wszystko i popędził tam. W powietrzu unosił się jakiś zapach.
-Co to jest? Co to za zapach?
Zrobił krok do przodu i kiedy jego stopa nadepnęła na dywan, mężczyzna poczuł pod piętą coś ciepłego i śliskiego. Patrząc w dół, krzyknął, a dzieci się roześmiały.
-Co to jest!!!
-Brat!!! – powiedziała córka i roześmiała się.
Dziewczynka machnęła ręką w stronę okna, gdzie chłopiec chował się za firanką. A niebieskie spodnie z wymowną plamą leżały osierocone koło kaloryfera.
-Dlaczego nie mówiłeś? I dlaczego to zrobiłeś! – zapytał mężczyzna, trzymając się za nos.
-Zawołałem cię… – powiedział z oburzeniem mały , patrząc na swoje dłonie
-Po prostu nie kłam!
Robert popędził do syna, patrząc na stopy, by nie nadepnąć na nic innego. Godzinę trwało mycie dziecka, wycieranie dywanu i mycie garnka po przypaleniu płatków.
W końcu nakarmił dzieci, a potem, nie chcąc dłużej kusić losu, postanowił zabrać je na spacer.
Czy sądził, że proces ubierania będzie trwał godzinę, że będzie biegał za dziećmi po całym pokoju, a potem zbierając porozrzucane ubrania, będzie jeszcze bardziej zmęczony, niż gdyby wyprał wszystkie dywany w domu?
Oczywiście słyszał czasem, jak Dorota krzyczała, gdy wychodzili na dwór, i nawet wstydził się jej za to! Ale teraz sam zaczął mówić to samo, wdzierając się.
-Zakładaj czapkę! Przestań ją zdejmować. Gdzie ty się wybierasz? Nie rzucaj skarpetek za kanapę.
Wydawało się, że najgorsze już minęło i można odpocząć na zewnątrz. Dorota dwa razy dziennie spaceruje z dziećmi, więc jej się to podoba… Ale nie tutaj…
Dzieci rozpierzchły się w różnych kierunkach: córka chciała kopać w piaskownicy, a syn chciał skakać do kałuży, udając nurka.
Bez względu na to, jak bardzo ojciec starał się pilnować obojga, chłopcu i tak udało się osiągnąć swój cel. Wrócił do domu zadowolony i brudny: z jego żółtego kombinezonu kapała ciemna woda, rękawice były nią przesiąknięte, a beżowa czapka… Mógł ją spokojnie wyrzucić!
Późnym wieczorem, gdy położył dzieci spać, położył się na kanapie wyczerpany.
-Jaki film? Jakie gry na komputerze? Jak Dorota to znosi?
Zasnął . Obudził się o dziewiątej rano, bo trzasnęły drzwi wejściowe, a na korytarz wbiegła pospiesznie jego córka.
– Mamo!
-Naprawdę…
Chciał się położyć, ale przypominając sobie, że wczoraj nie posprzątał pokoju dziecinnego i zapomniał powiesić wyprany dywan, który wciąż leżał w łazience… Natychmiast podskoczył.
– Dorota! zawołał.
– Witaj, powiedziała . Jeszcze śpisz? Dziwne, u mnie wstają o wpół do siódmej…
Westchnęła.
– Co to za zapach?
Robert zarumienił się. Nic nie odpowiedział… Tylko szarmancko zdjął płaszcz żony i skomplementował ją, zapewniając, że wygląda na bardzo wypoczętą.
Kobieta patrzyła na męża ze zdziwieniem: wstała o czwartej rano i była zmęczona. Oczywiście udało jej się nieco zrelaksować, ale Robert … wyglądał na bardzo wyczerpanego.
-Jak sobie radzisz beze mnie? – zapytała ostrożnie.
-Dobrze… – mruknął mężczyzna – Ale nie wyjeżdżaj już, bo bardzo się bez ciebie nudzimy… I przepraszam.
-Za co?
-Miałaś rację, – zająknął się. To było zbyt wiele do zniesienia. Przynajmniej ja nie mogłem…