Wiejski dom przywitał ich ciszą. Ben wysiadł z samochodu i rozejrzał się po posiadłości. Tato, gdzie jesteś?! – krzyknął. Ale nie było żadnej odpowiedzi

– W niedzielę jedziemy na wieś ! – powiedział stanowczo ojciec. – Nadszedł czas, aby przekopać ziemię pod ziemniaki.

Dzieci jednak nie wykazały entuzjazmu.

– Tato, po co kopać? – powiedział Ben. – Posadźmy je od razu, bez kopania.

– Mam dość tego wiejskiego domu! – córka była mniej delikatna. – Łatwiej jest kupić ziemniaki w sklepie. I taniej, tak przy okazji.

– Jesteście po prostu leniwi! – ojciec nie zgadzał się z dziećmi. – Kiedy ziemniaki uprawia się własnymi rękami, są smaczniejsze. A wnuki też powinny być nauczone pracy. Grażyna, powiedz im, żeby też przyjechali. Ben, masz dla nich miejsce w samochodzie?

– Tato, zostaw  wnuki w spokoju! Sami je posadzimy, robimy to od lat.

– To już kolejna taka rozmowa! – powiedział ojciec. – Staram się dla was. I dla was też buduję tam szklarnię. W zimie będziecie mnie wspominać życzliwymi słowami!

Ale córka też się z tym nie zgadzała.

– Tato, powinieneś zadbać o swoje zdrowie! Co powiedział ci ostatnio lekarz?

Ojciec grymasił i nie odpowiedział. Ben zmienił temat.

– Mówiłeś, że ktoś chciał kupić twoją ziemię?

– Ach, ten bogaty facet z jeepem? – Tata natychmiast się rozkręcił. – On nie może się doczekać! Spodobał mu się widok, jak widać! Ma jakieś plany, żeby wybudować tam rezydencję. Powiedział – będę miał tu trawnik, nic więcej nie posadzę! Jak to możliwe!!! Tam jest taka żyzna ziemia! Przez lata nawoziłem ją własnymi rękami. Więc on nie zobaczy żadnej ziemi!

– Ile on ci daje pieniędzy? zapytał Ben.

– Nieważne, ile daje! – ojciec pozostał nieugięty. – Dlaczego pytasz?

– Bo ziemia jest formalnie zapisana na mnie, – uśmiechnął się Ben – Może jestem już potencjalnym milionerem.

– Pieniądze to nic takiego! To tylko papier. Zdałem sobie z tego sprawę już dawno temu. A ziemia to ziemia. Więc w sobotę rano idziemy kopać…

Nie mieli czasu na kopanie i sadzenie ziemniaków w sobotę, więc musieli iść w niedzielę. Skończyli dopiero po południu.

Podczas gdy Ben pracował przy samochodzie, ojciec chwalił się córce swoim gospodarstwem.

– Spójrz na szklarnię, którą zrobiłem! – wskazał na konstrukcję, – Poprosiłem Bena, żeby przywiózł ją jesienią. Dzięki temu będziemy mieli szybciej pomidory.

Ben podszedł.

– W porządku, idziemy!

– Teraz chwilę posiedzę, – ojciec oparł się plecami o swoją szklarnię i zamknął oczy.

– Tato, źle się czujesz? – Grażyna była zaniepokojona.

– Nie, córko, wszystko jest w porządku – odpowiedział ojciec i dodał – mam w torbie tabletki, proszę je przynieść.

Po zażyciu tabletki i odpoczynku ojciec znów stał się wesoły i energiczny.

– Dzieci, staram się dla was. Chcę, żeby wasze dzieci miały  świeże warzywa i ziemniaki. A my musimy przygotować więcej na zimę. Waszej mamie jest ciężko, więc pomóżcie jej.

– Tato, ile razy mam mówić ?! Teraz wszystko można kupić w sklepie, i to przez cały rok. Dlaczego na starość nadal kopiecie z mamą w ogrodzie!

– Córko, nie bądź leniwa! Zaoszczędzisz na jedzeniu i kupisz coś dla dzieci. W końcu to mogą być wspaniałe wakacje. Zobacz, jaki jestem opalony, lepiej niż nad morzem.

– Teraz czeka mnie tydzień przerwy od tych wakacji – mruknął Ben pocierając dolną część pleców.

– Chodźmy już!!! – powiedział ojciec. – Czy przywieziesz mnie tu jutro?

– Tato, muszę iść do pracy!

– Dobrze, pojadę autobusem…

– Ben, jesteś w pracy? – W głosie Grażyny słychać było podekscytowanie.

– Tak, a dlaczego? – zapytał siostrę.

– Nie mogę się dodzwonić do ojca.

– Pojechał tam?

– Wiesz, jaki on jest uparty. Nie możesz wcześniej wyjść z pracy? Dlaczego on nie odbiera? Mama też się martwi.

– Jak zwykle zostawił telefon w kurtce i pracuje w swojej szklarni, – zasugerował Ben, – Gdy zobaczy nieodebrane połączenia to oddzwoni.

– Dzwonię do niego od dwóch godzin, – powiedziała, – Ben, proszę, jedźmy tam szybko!

– Dobrze…

Matka i siostra czekały już na niego przy wejściu.

– Jedźmy – powiedziała Grażyna, wsiadając do samochodu.

Ben całą swoją uwagę skupił na szarym pasie asfaltu. Grażynie było trudniej – jej głowa nie była niczym zajęta, rysowała obrazy jeden bardziej ponury od drugiego.

– Dlaczego ojciec uczepił się tego wiejskiego domu? zapytała w końcu, nie mogąc znieść ciszy.

– Musi coś robić, – odpowiedział Ben, – nudno jest siedzieć w domu, wnuki wyrosły, nie interesują się już nim. A on całe swoje dzieciństwo spędził na wsi.

– Ale skąd wzięła się ta dziwna chęć uszczęśliwienia nas tymi pracami rolnymi?

– Z tego samego miejsca – z dzieciństwa – Ben próbował wyjaśnić siostrze – Dzieciństwo to najszczęśliwszy czas, a on chce nam dać swoje szczęście poprzez kopanie ziemniaków.

Wiejski domek przywiał ich ciszą. Liście, które dopiero co zakwitły, nie szeleściły jeszcze na lekkim wietrze, a na wysokim niebie świergotały tylko ptaki. Ben wysiadł z samochodu i rozejrzał się dookoła.

– Tato!!! Gdzie jesteś?!”, zawołał.

Ale nie było żadnej odpowiedzi.

Grażyna pobiegła do szklarni zrobionej ze starych ram okiennych.

Jej ojciec leżał nieopodal grządki ogrodowej. Grażyna wzięła go za rękę i krzyknęła do brata:

– Wezwijcie karetkę!

…Czterdzieści dni przeleciało jak we mgle. Siedząc przy stole, matka nagle przypomniała sobie:

– Musimy wykopać ziemniaki. Może byśmy pojechali?

– Moje oczy nie zobaczą już tego wiejskiego domu! – wykrzyknęła Grażyna.

– Zgodziłem się go sprzedać – przyznał nagle Ben.

– Ale nie zamierzasz go sprzedać zbyt szybko? – siostra zwróciła się do niego ostro.

– Minęło już czterdzieści dni, – Ben wzruszył ramionami – Poza tym potrzebuję pieniędzy.

– A co z notariuszem, dokumentami spadkowymi?

– To nie jest konieczne, działka jest zapisana tylko na mnie.

– A kto jest kupcem?

– Ten bogacz, który przyszedł do ojca.

– Rób, co chcesz! – powiedziała matka, wstała od stołu i poszła do kuchni.

Grażyna starannie zamknęła za sobą drzwi i zniżając głos, zapytała:

– Ile on oferuje?

– Jakie to ma dla ciebie znaczenie? – Ben odpowiedział niezadowolony – działka należy do mnie.

Siostra mruknęła niemiło.

– Ben,  działka została zarejestrowana na ciebie tylko po to, żeby mniej zapłacić notariuszowi. Nikt nie mógł przypuszczać, że tak postąpisz. Kiedy zawarliście tę umowę?

– We wtorek – przyznał brat.

– Idę z tobą – oświadczyła  – i nie waż się niczego próbować!

…Mocno zbudowany mężczyzna w garniturze stał na poboczu drogi i patrzył na zarośniętą chwastami działkę, wśród której stał śmieszny budynek szklarni.

– To jest ten teren, czy co? – zapytał go kierowca ciągnika.

– Tak, – przytaknął mężczyzna, – więc patrz, zgarnij wszystkie te śmieci tutaj, na drogę. Ciężarówka będzie tu wieczorem, wtedy będziesz mógł wszystko do niej załadować. A wcześniej trzeba wyrównać teren. Rozumiesz?

– Czy tam nie jest posadzony ziemniak? – kierowca traktora wskazał na kawałek ziemi za szklarnią.

– Nie obchodzi mnie, co tam jest zasadzone! – odpowiedział mężczyzna. – Zamierzam tam wybudować garaż. Proszę bardzo, zacznijcie. Do wieczora musi być czysto.

Kierowca traktora wzruszył ramionami, wsiadł do kabiny i traktor pojechał na miejsce…

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *