Dokładnie 10 lat temu moje życie podzieliło się na “przed” i “po”.
Z Oliwierem przeżyłam wiele szczęśliwych lat, mieliśmy dzieci, wnuki. Ale pewnego dnia po cichu spakował swoje rzeczy, nawet nie spojrzał mi w oczy.
– Opuszczam cię. Mam inną. I z nią czuję się szczęśliwszy. Zostawiam ci mieszkanie i samochód. Tylko… Jesteś wspaniałą kobietą, ale nie taką jak ona. Do widzenia.
Długo trwało, zanim doszłam do siebie. W złości rozbiłam nasz portret, spaliłam wszystkie nasze zdjęcia i wyrzuciłam wszystkie jego prezenty. Zachowałam tylko obrączkę. Nie wiem dlaczego.
Znaliśmy się przecież od czasów szkolnych. Pamiętam, jak drżały mi ręce, gdy wchodziłam do nowej klasy. I oto on, siedzący w śmiesznych okularach. Siedzieliśmy razem. Pomagał mi we wszystkim. Nosił mi tornister do domu, pozwalał ściągać na sprawdzianie z matematyki, częstował czekoladą i chronił przed dręczycielami. Nikt w klasie się ze mną nie przyjaźnił, oprócz niego.
A potem dorośliśmy. I zaczęło się “dorosłe” życie – randki, dyskoteki, spacery do rana. Czułam się z nim tak dobrze, że nie zauważyłam jak szybko mija czas. Postanowiliśmy razem dostać się na ten sam uniwersytet. Jednak na początku moi rodzice byli kategorycznie przeciwni temu, abyśmy zamieszkali razem. Twierdzili, że może zrobimy coś głupiego.
Pamiętam, jak Oliwier wszedł po schodach przeciwpożarowych i trzymał w zębach stokrotki. . I jak czekał na mnie po egzaminach i pomagał mi przygotować się do sesji. I jak oświadczył mi się na rozdaniu dyplomów.
Oczywiście nie wszystko było u nas wspaniałe. Na 4 roku zmarli jego rodzice. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Był wyczerpany, nie chciał wstać z łóżka. Ale ja byłam przy nim. Pomagałam jak tylko mogłam, nawet jeśli musiałam opuścić zajęcia. Dbałam o ich dom, segregowałam rzeczy. Słyszałam, jak Oliwier zamyka się w nocy w łazience i gorzko płacze.
Albo dzieci. Nie mieliśmy stabilnej pracy, kryzys… a potem pozytywny test ciążowy. To było takie straszne. Byłam przerażona i nie wiedziałam, co dalej robić. Ale on nie wydawał się zdenerwowany tą wiadomością:
– Cóż, coś wymyślimy. A tymczasem nie możesz się martwić. Nosisz moje dziecko pod sercem!
Specjalnie wziął dodatkowe godziny w pracy, poszedł na nocne zmiany. W domu był tylko przez 3 godziny – drzemał, jadł i potem szedł do pracy. Ja pracowałam jako korepetytorka z matematyki. Pieniędzy ledwo starczało na jedzenie. Potrzebowaliśmy też łóżeczka, ubranek, zabawek…
Ale to wszystko należy już do przeszłości. Takie trudności tylko wzmocniły naszą miłość.
Ale wygląda na to, że się myliłem.
Znałam tą dziewczynę, to młoda stażystka, która przyszła do firmy Oliwera 3 miesiące temu. Robiła okropną kawę i gubiła papiery. Ubierała się też dziwnie. Powiedziałabym nawet, że wulgarnie. Takie dziewczyny nazywane są “łowczyniami”. Polują na starszych mężczyzn, takich w sile wieku. Którzy mają samochód, mieszkanie i pieniądze. Zrobią wszystko i żyją jak królowe.
Ale Oliwierowi naprawdę podobała się ta Kaśka . Teraz zrozumiałam, co naprawdę znaczyło, gdy mój mąż mówił “zostanę do późna w pracy” – był ze swoją kochanką.
Wyjście z depresji zajęło mi prawie 10 miesięcy. Leki, sesje z psychologiem, wsparcie dzieci. One pomagały mi szczególnie. Co wieczór przychodziły w odwiedziny z moimi ulubionymi słodyczami – eklerami z nadzieniem bananowym.
A dwa tygodnie temu ktoś zapukał do drzwi. Czekałam właśnie na moją przyjaciółkę, dawno się nie widziałyśmy. Nie spojrzałam przez wizjer i otworzyłam drzwi. Ale na progu stał on. Oliwier.
– Czy wpuścisz mnie do środka? – zapytał cicho. Ja tylko skinęłam w drzwiach i wskazałam na kuchnię.
Milczeliśmy przez jakieś 10 minut. Przyniósł mi stokrotki, ale teraz te kwiaty mnie brzydzą.
– Nienawidzę stokrotek. Teraz podobają mi się piwonie.
– Przepraszam. Chcę wrócić do ciebie.
– Wrócić? Myślisz, że teraz powitam cię z otwartymi ramionami?!
– Mam raka. Zostało mi tylko kilka miesięcy. Lekarze mówią, że nie ma szans. Zrozumiałam, że w ten sposób Bóg ukarał mnie za ten czyn. I teraz chcę wszystko naprawić, póki jest jeszcze szansa i czas.
Zauważyłam, że zdawał się gasnąć. Schudł, drżały mu ręce i ciężko oddychał. Był zmarnowany. Na jego głowie prawie nie było włosów, tylko fioletowe plamy.
Siedzieliśmy i wspominaliśmy nasze młodsze lata. Czułam, że Oliwierowi jest bardzo przykro.
– Chcę, żebyś przyjęła mnie z powrotem. Żeby zobaczyć moje dzieci, wnuki.
Ja tylko kiwnęłam głową. A teraz nie wiem, co robić. Przecież 10 lat temu zamienił mnie na młodą kochankę. A teraz na ostatnim oddechu chce wrócić. Jakby nie było żadnej zdrady, żadnych 10 lat milczenia… Nic.
Co radziłabyś kobiecie zrobić w takiej sytuacji? Powinna dać mężowi drugą szansę czy zapomnieć o nim?