Dorastałam jako powściągliwa dziewczyna, której trudno było nawiązywać nowe znajomości. Byłam zbyt nieśmiała, częściej siedziałam w domu i przez okno obserwowałam zabawy innych dzieci. W ten właśnie sposób zauważyłam Franka. Był trochę starszy ode mnie, a mama, która pracowała na pół etatu w szkolnej kuchni, czasem mi o nim opowiadała.
Wychowywał się tylko z babcią, więc otrzymywał pomoc ze szkoły. Wszyscy dosłownie modlili się, żeby jego babcia żyła długo, żeby chłopak mógł pójść na studia. Sam Franek uczył się słabo, ale był aktywnym i wesołym dzieckiem, uwielbiał sport, zwłaszcza piłkę nożną. Raz o mało nie wybił nam szyby, gdy bawił się nieopodal, po czym zarumienił się wypowiedział ledwo słyszalne: “Przepraszam”.
Podobno za namową babci Frank poszedł do technikum. Uczył się przez jakiś czas, a potem babcia odeszła. Moja mama powiedziała, że Franek może trafić do domu dziecka. Nie wiem, co dokładnie się stało, ale bardzo długo nie wracał do domu.
Minęły lata. Franek kończył studia, a ja właśnie się na nie dostałam. Wpadliśmy na siebie całkiem przypadkiem na wspólnych zajęciach na uczelni. Po technikum chciał zdobyć wyższe wykształcenie i teraz był jednym z najstarszych w grupie , ale studiował. Rozpoznał mnie i zaproponował wspólną kawę i pogawędkę.
Nie lubił opowiadać o swoim życiu, jakby się wstydził, ale zawsze chętnie słuchał moich wiadomości. Coraz częściej słyszałam, jak wzdychał i mówił, jak bardzo żałuje, że wcześniej nie byliśmy przyjaciółmi, mimo że mieszkaliśmy tak blisko. Ale teraz naprawdę jesteśmy przyjaciółmi. Łapię jego wścibskie spojrzenia gdy kilka razy w tygodniu pijemy razem kawę, czasem wracamy też tym samym autobusem.
Może to już jest oczywiste, ale lubię Franka. Mocno i od dłuższego czasu. Boję się sama wykonać pierwszy ruch, żeby go nie odstraszyć, ale co jeśli warto? A co jeśli on też się boi, myśli, że przez niepowodzenia w życiu nie jest czegoś wart i dlatego czeka, aż to ja pierwsza coś zrobię?