Moja sąsiadka ma syna, który ma 25 lat, ale nie pracuje i ciągle prosi ją o pieniądze. Jest biedna, przychodzi do mnie skarżąc się na syna, a ja nie wiem co powiedzieć. Starsza kobieta ciągle dawała mu pieniądze, żeby nie głodował, a sama ledwo wiązała koniec z końcem.
Słuchając jej opowieści zrozumiałam, że to jest właśnie taki typ człowieka i nic mu nie pomoże, jeśli nie chce pracować, to nikt go nie zmusi.
Sąsiadka próbowała jakoś wywrzeć presję na syna, powiedziała mu, że nie ma już pieniędzy, więc będzie musiał iść szukać pracy. Syn powiedział jej, że ma genialny plan, który powinien zadziałać, ale potrzebuje pieniędzy, żeby zrealizować pomysł na biznes.
Bardzo współczuję sąsiadce, bo syn ciągle prosi ją o pieniądze, mówiąc, że potrzebuje ich na rozwój biznesu, choć w rzeczywistości żadnego biznesu nie ma. Sama sąsiadka już wierzy w jego genialny pomysł, wierzy, że syn się opamięta i zacznie zarabiać.
Minął tydzień, odkąd jej syn przyszedł i poprosił o pieniądze. Zaczął ją znowu odwiedzać i kiedy sąsiadka powiedziała, że nie ma już pieniędzy; wtedy powiedział, że powinna wziąć kredyt. A ona go wzięła!
I teraz jego matka ma ogromny kredyt, który spłaca, a on tylko chodzi i wydaje te pieniądze.
Niestety, takich ludzi jest wielu; wierzą w swój pomysł, ale potem ich marzenia rozbijają się o rzeczywistość. A ktoś inny za to płaci.