Patrycja i jej mąż bardzo kochają swój letni domek. Jednak według Eli, jej synowej, nie ma tam czego kochać. Za to oni praktycznie mieszkają tam od kwietnia do października. Gdyby mieli co robić, zostaliby na zimę, ale w tym celu muszą zainwestować w dom sporo pieniędzy.
– Lepiej by było, gdyby pojechali nad morze, żeby odpocząć – powiedziała Ela.
Około pięć lat temu Patrycja i jej mąż poprosili syna i synową o pożyczkę na wyposażenie domku. Młodzi mieli pieniądze, około 200 tysięcy na koncie. Ela i jej mąż nie mieli wobec nich żadnych planów, więc z lekkim sercem je dali.
Rodzice zapewniali, że zwrócą je w ciągu dwóch lat. Miesiąc po przekazaniu środków Ela urodziła bliźniaki. Patrycja pomagała synowej we wszystkim.
– Nawet nie wyobrażam sobie, jak poradziłabym sobie bez pomocy teściowej – mówi Ela – Ludzie nie radzą sobie z jednym, a ja mam dwoje. Ona przyjeżdżała codziennie. Nawet porzuciła swój domek letniskowy. Moja mama nie mogła pomóc, bo jeszcze pracowała.
Przez dwa lata, gdy żona pomagała synowej w wychowaniu bliźniaków, teść pracował sam w domku letniskowym. W ciągu tych dwóch lat sama teściowa regularnie podejmowała rozmowę:
– Na pewno zwrócimy wam pieniądze – mówiła synowej i synowi – ale przecież wam się nie spieszy, prawda?
Teraz jednak już o tym nie mówi. Teść od roku nie pracuje z powodu choroby, sama teściowa od sześciu lat jest emerytką. I podobno nie będą w stanie spłacić tych pieniędzy.
– Zapomnijmy o długu, – mówi mąż Eli, – przecież matka pomagała ci przy dzieciach, dostarczała ci warzyw i jagód …
– Twój mąż ma rację, – mówi przyjaciółka. – A w ogóle długi między rodzicami a dziećmi, moim zdaniem, to dziwne…
– Przecież oni pożyczyli. Przyrzekli, że oddadzą – mówi matka Eli – Więc niech dotrzymają obietnicy…
A Ela nie wie, co zrobić.