Do nowego domu wprowadziła się pewna rodzina. Wszyscy sąsiedzi zaczęli bacznie przyglądać się kto się wprowadza, każdy był ciekawy. Pierwszego dnia mąż i żona pomagali ekipie przeprowadzkowej w przenoszeniu rzeczy. O dziwo, był tylko jeden bus, a rzeczy były w kartonach. Nie było ani jednego mebla. Po jakimś czasie przyjechała ciężarówka. Wtedy wszyscy sąsiedzi wychylili się do okien i zaczęli przyglądać się meblom nowej rodziny. Okazało się, że nie były one takie zwyczajne. Sąsiedzi zaczęli szeptać:
-Patrzcie na te meble, są z dobrego drewna, od razu widać
-Na stoliku kawowym jest obraz.
-A na krzesłach są grawerunki.
Prawdopodobnie nowi sąsiedzi byli bogaci. Świadczył o tym drogi samochód stojący przy wejściu. Dziwne było tylko to, że mężczyzna codziennie rano wychodził z domu i szedł pieszo.
Było jasne, że idzie do pracy. Ale dlaczego na piechotę?
I pewnego dnia z wejścia wyszła jego żona, wsiadła do samochodu i odjechała. Znów zebrali się sąsiedzi:
-Gdzie to, jak to, że mężczyzna idzie do pracy pieszo, a jego żona jedzie do koleżanek samochodem.
-Albo ona poszła do sklepów i zażądała samochodu na zakupy – a on chodzi pieszo i zarabia dla niej pieniądze.
Sąsiadom nie podobała się jego żona, więc wysłali sąsiadkę, aby dowiedziała się, co jest nie tak z tą rodziną. Ta czekała na żonę przy wejściu, a gdy tylko ta się pojawiła, sąsiadka rozpoczęła rozmowę:
-Jest tu pani nowa i pewnie będzie pani chciała dowiedzieć się czegoś więcej o domu, o sąsiadach, o tym, gdzie jest bliżej sklep, do którego warto iść, a gdzie lepiej nie iść.
Gospodyni nalała sąsiadce herbaty, rozmowa toczyła się dalej:
– Ma pani takie piękne meble, nigdy czegoś takiego nie widziałam.
– Tak, te meble są ekskluzywne. Z naszej firmy.
-Dlaczego pani mąż chodzi do pracy pieszo?
-Pracuje niedaleko, około 10 minut spacerem.
-Nie widziałam fabryki mebli w naszej okolicy.
-Mąż jest mechanikiem samochodowym, pracuje w warsztacie.
-Jak to, a czyja to fabryka w takim razie… -Fabryka jest moja, odziedziczyłam pieniądze po ojcu, postanowiłam wykorzystać je do biznesu.
-Czyli twój mąż jest twoim szefem?
-Nie, kocham i szanuję mojego męża, po prostu każdy robi swoje ulubione rzeczy. A on ma złote ręce, więc jest mechanikiem. Po rozmowie sąsiadka wyszła z mieszkania w szoku. Gdyby miała męża, który zarabiałby znacznie mniej, wcale by go nie szanowała.