Dziwna sytuacja przydarzyła się mojej przyjaciółce. Szczerze mówiąc zupełnie jej nie rozumiem. Ona i jej mąż wzięli ślub, a teraz nadszedł nowy etap w ich życiu. Rodzice panny młodej sprzedali swój samochód, aby zainwestować w mieszkanie dla nowożeńców. Rodzice pana młodego zaciągnęli duży kredyt. Pieniędzy wystarczyło na porządne mieszkanie. Wszyscy byli szczęśliwi. Jednak dziewczyna zaczęła rozmawiać z mężem o tym, że czułaby się bardziej komfortowo, gdyby jej przyszłe dzieci miały własne mieszkanie.
– Teraz nasi rodzice byli w stanie pomóc nam z pieniędzmi i mieszkamy sami w naszym mieszkaniu. Ale kto wie, co będzie za 20-30 lat z naszymi dziećmi, więc musimy zawczasu pomyśleć o mieszkaniu. Rok po ślubie urodziła im się córka.
Wtedy młoda rodzina, nie zastanawiając się długo, wzięła kredyt hipoteczny i kupiła dwupokojowe mieszkanie dla córki. Gdy córka dorastała, postanowili wpuścić tam lokatorów, i z wynajmu będą spłacać kredyt hipoteczny. I wszystko układało się dobrze. Dopiero po 4 latach dziewczyna ponownie zaszła w ciążę. Znów urodziła się córka. Ale bez sensu byłoby brać kolejny kredyt hipoteczny, znowu myśleć o nowym mieszkaniu. Kobieta rozumiała, że rodzina nie może ponosić takiego ryzyka.
– Dobrze, że jest jedno, można zapisać jedno mieszkanie na dwie córki.
-Poza tym są tam dwa pokoje, – uspokajał ją mąż.
Kobieta jednak nadal nie przestawała myśleć o mieszkaniach.
– One są w różnym wieku. Podczas gdy pierwsza córka będzie na studiach i budować życie, młodsza będzie jeszcze w szkole. Co powinniśmy zrobić?
– Niech obie zamieszkają w mieszkaniu albo je sprzedadzą, a pieniądze podzielą na pół – odpowiedział mężczyzna.
A kobieta ciągle porusza ten problem z mieszkaniami; szczerze mówiąc, mam dość słuchania tego. Niektórzy nie mają nic własnego, ale udaje im się kupić mieszkanie.
-A jeśli mąż jednej z córek będzie miał bogatą rodzinę i będzie mieć mieszkanie?
Kobieta tego w ogóle nie bierze pod uwagę. Sama wymyśliła swoje problemy, więc w nie wierzy.