Rodzice dziewczyny nie chcieli dokładać do mieszkania , ale nie rozumieliśmy dlaczego.

Jestem mężatką od 30 lat. Mam syna, niedawno skończył 23 lata. Jest już samodzielny, ma dobrą pracę. Dobrze zarabia.

Tak się złożyło, że pod koniec lat dziewięćdziesiątych, z winy mojego męża, straciliśmy wszystko, teraz nie mamy nawet własnego mieszkania. Mieszkamy w dwupokojowym domu, który odziedziczyliśmy po babci męża. Mój syn w tym czasie mieszkał w wynajętym mieszkaniu. Ostatnio powiedział, że ma dziewczynę i zamierza się z nią ożenić.

Zaczęliśmy z mężem myśleć o kupnie mieszkania i  zaczęliśmy przygotowywać się do ślubu. Uważam, że rodzice powinni pomagać młodym ludziom. Jednak po spotkaniu z rodzicami mojej synowej stało się dla mnie jasne, że powinniśmy liczyć tylko na siebie. Wyrazili chęć pomocy tylko przy remoncie. Kiedy powiedzieliśmy im, że zamierzamy kupić mieszkanie, bardzo się ucieszyli, ale nie chcieli brać w tym udziału. Nie podobało mi się to, byłam zdenerwowana. Syn powiedział mi, że jego dziewczyna chce mieć mieszkanie w nowym budynku, a my nie mieliśmy tyle pieniędzy.

Wzięliśmy kredyt hipoteczny  i kupiliśmy dwupokojowe mieszkanie w pięciopiętrowym budynku. Bardzo zaskoczyła mnie reakcja matki mojej synowej, która powiedziała, że jej córka powinna mieszkać w nowym budynku. A teraz musi mieszkać w jakimś pięciopiętrowym budynku. Synowa chodziła z niezadowoloną miną, nie chciała nawet ze mną rozmawiać. Jej rodzice przestali się z nami kontaktować, nie odbierali naszych telefonów.

Na weselu rodzice synowej siedzieli ze skwaszonymi minami.

Teraz młodzi mieszkają w tym mieszkaniu: są szczęśliwi, mają dwoje dzieci.

Uważam, że najważniejsze w życiu jest szczęście i spokój w rodzinie i nie ma znaczenia, w jakim mieszkaniu się mieszka. Na początku moja synowa miała ze mną pewne nieporozumienia, ale potem wszystko minęło.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *