Prawie nie pamiętam rodziców, wychowywałam się w domu dziecka. Gdy miałam dziesięć lat, zmarła moja matka. Nie znałam swojego ojca. Ojciec opuścił matkę, gdy tylko dowiedział się, że jest w ciąży. Od tego czasu nie pojawił się w jej życiu. Nie miałam innej rodziny, więc po śmierci mamy trafiłam do domu dziecka. Nikt nie chciał przygarnąć dziewczyny, która niebawem miała stać się nastolatką. Z jakiegoś powodu pary, które przychodziły do sierocińca, wolały małe dzieci. Za każdym razem bardzo mnie to bolało, bo tak bardzo chciałam mieć prawdziwą rodzinę. To wtedy zrozumiałam, że muszę polegać tylko na sobie. Marzyłam, żeby jak najszybciej opuścić sierociniec.
W wieku osiemnastu lat dowiedziałam się, że mam dwupokojowe mieszkanie po matce. Opiekowała się nim daleka kuzynka. Później poszłam na studia. Studiowałam i pracowałam.
Świadomość, że nie mam na kogo liczyć, dała mi impuls do osiągnięcia wszystkiego samodzielnie. Dobrze się uczyłam, chodziłam na kursy masażu i w ciągu czterech miesięcy dostałam pracę, która przynosiła mi dochody. Później poznałam mojego przyszłego męża.
Studiowaliśmy w tej samej grupie. Byłam bardzo dobrą studentką, czego nie można powiedzieć o Robercie. Często opuszczał zajęcia. Ponieważ byłam starostą, często rozmawialiśmy. Później oboje wylądowaliśmy w dziekanacie z powodu jego nieobecności. Prawie za każdym razem ratowałam go z opresji. Kiedyś zaprosił mnie na kawę i powiedział:
-Chcę ci podziękować za pomoc.
Od tamtej pory byliśmy w związku. Na piątym roku studiów wzięliśmy z Robertem ślub. Wszystko było dobrze, poza jego matką, która nie dawała mi żyć w spokoju.
Odniosłam wrażenie, że fakt, iż pochodziłam z sierocińca, dawał jej prawo do traktowania mnie bez szacunku. Trzeba było widzieć jej wyraz twarzy, gdy po raz pierwszy się jej sprzeciwiłam. Myliła się, dzieci z sierocińca są w stanie się bronić. Natychmiast dałam jej do zrozumienia, że mam własne poglądy.
Matka starała się jak mogła, aby odwieść Roberta od małżeństwa ze mną.
Ale na próżno. I tak wzięliśmy ślub. W czasie, gdy moje mieszkanie było remontowane, my mieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu. Matka mojego męża ma jednopokojowe mieszkanie. Do dziś nie mogę zrozumieć, jak ona, jej mąż Robert i jego siostra mogli tam mieszkać. Ostatnio byliśmy w odwiedzinach u mojej teściowej.
Przy stole stwierdziła, że właściwiej byłoby, żebyśmy z Robertem zamieszkali w jej mieszkaniu, a oni w moim dwupokojowym.
-Byłoby to o wiele wygodniejsze- powiedziała.
Nie zastanawiałam się długo:
-Dlaczego miałabym oddawać swoje mieszkanie? To moje mieszkanie i tylko ja mam prawo dysponować nim jak chcę.
Trzeba było widzieć skandal, jaki nastąpił po moich słowach. Teraz jestem najgorszym wrogiem teściowej. Ale nie przejmuję się tym. Najważniejsze, że mój mąż mnie wspiera i kocha.
Nie pozwolę, by ktokolwiek decydował za mnie.