Jeśli chodzi o pracę w szpitalu na porodówce, nie ma miesiąca bez jakiejś “wyjątkowej historii”. Ale niektóre historie nie są wcale zabawne.
Podobna “historia” przydarzyła się mojej najlepszej przyjaciółce. Poród przebiegł pomyślnie, dziecko było zdrowe.
Wszystko zaczęło się od momentu, kiedy miało być pierwsze karmienie. Moja przyjaciółka od razu zauważyła, że to nie jest jej dziecko. Przyjaciółka wiedziała , że nie ma siły robić afery, więc poprosiła położną i zapytała, dlaczego przywieziono cudze dziecko i gdzie jest jej.
-O mój Boże, o czym pani mówi? Czy to żarty? Nie mam czasu na te głupoty ! Mam jeszcze inne mamy do wypisania i przyjęcia!.
Moja koleżanka była wściekła, bo nie dość, że położna nie chciała sprawdzić co z jej dzieckiem, to jeszcze się śmiała.
Zdjęła dziecku pieluszkę i powiedziała:
– Urodziłam dziewczynkę kilka godzin temu, czy to dziecko wygląda jak dziewczynka? Czy może pani teraz znaleźć moje dziecko, czy będzie pani szukać sobie nowej pracy?.
Położna szybko pobiegła do ordynatora. Później przeprosiły ją , bo okazało się, że ten chłopiec miał trafić do Domu Dziecka, bo matka go porzuciła, a one jakoś przypadkowo pomieszały dzieci.
Moja koleżanka nie chciała się kłócić z personelem, bo dobrze wykonywali swoją pracę, a ona nie lubiła skandali.
Mimo że zabrała dziecko do domu, coś ją niepokoiło.
Niedawno uczestniczyłam w przyjęciu z okazji roczku małej Aliny i Maksa. Na uroczystości zebrała się cała rodzina i najbliższe osoby. Maks stał się członkiem rodziny mojej przyjaciółki miesiąc po wypisie ze szpitala. Wraz z mężem stracili wiele nerwów, aby go odnaleźć i zebrać wszystkie niezbędne dokumenty do adopcji. Teraz jednak są szczęśliwi, że mają dwójkę uroczych dzieci i kochają je jednakowo!
W ten sposób moja przyjaciółka przypadkowo poznała swojego synka w szpitalu i nie mogła o nim zapomnieć.