Sąsiadka, która na pierwszy rzut oka wydawała się uprzejma, zaczęła żądać od nas pieniędzy

W zeszłym roku kupiliśmy mały domek na wsi. Chcieliśmy mieć trochę ciszy i spokoju. Większość domów w tym miejscu jest wykupiona.

Naszą uwagę od razu zwróciła sąsiadka. Wyglądała na około sześćdziesiąt pięć lat. Początkowo jej nadmierną uwagę przyjęłam dość dobrze. Starsi ludzie często tacy są. Interesuje ich wszystko. Kiedy tylko mieliśmy gości lub robotników, natychmiast wychodziła z domu i siadała na ławce. Sąsiadka obserwowała każdy samochód, który pojawiał się w pobliżu naszego podwórka, kontrolowała każdy nasz ruch. Przez pierwszy miesiąc, gdy tylko się wprowadziliśmy, uśmiechała się i grzecznie nas witała.

Ale kiedy dostarczyli nam szafę, mieliśmy pierwszy konflikt. Ciężarówka, która dostarczyła szafę, uderzyła w jej płot. Wybiegła z domu i zaczęła krzyczeć. Mój mąż natychmiast przeprosił. Nikt celowo nie chciał tego zrobić. Po tym wydarzeniu naprawiliśmy jej ogrodzenie. Tego samego dnia przyniosłam jej skrzynkę czereśni i jabłek. Jednak później tego pożałowałam. Wydaje się, że sąsiadka widziała, że nie chcemy konfliktu i byliśmy gotowi do zawarcia pokoju. To był nasz największy błąd.

Minęły trzy dni. Sąsiadka wezwała mnie do swojego domu. Była oburzona, że naszymi ciężarówkami niszczymy drogę koło jej domu. Milczałam. A przecież droga do fermy świń biegnie przez naszą ulicę. Codziennie kilka razy przejeżdżają tędy różne samochody. Sąsiadka powiedziała, że robimy straszny hałas tym remontem i, że wieczorem obliczy, ile szkód wyrządziliśmy. I mamy zobaczyć jak wygląda ogrodzenie i droga.

Następnego dnia rano przyszedł do nas jakiś mężczyzna. Był to zięć sąsiadki. Powiedział, że rzekomo uszkodziliśmy mienie teściowej. Musimy więc za to zapłacić.

Uważam, że te oskarżenia są zupełnie nie na miejscu. Przecież jeszcze tego samego dnia naprawiono ogrodzenie, a stan drogi nie jest naszą winą.

Druga sąsiadka przez cały czas obserwowała nasz konflikt. Później opowiedziała nam o swoich złych doświadczeniach z tą samą sąsiadką. Nie byliśmy pierwszymi osobami, na których ta kobieta chciała zarobić. Ta sąsiadka również znalazła się w nieprzyjemnej sytuacji. Jak się okazało, kobieta ta najpierw ocenia, jakie korzyści może uzyskać od danej osoby, a następnie podejmuje działania.

W rzeczywistości teren jej podwórka jest o dwa metry większy niż wynika to z dokumentów.  Więc jedyne, co trzyma ją w ryzach, to groźba złożenia skargi do urzędu o przywłaszczenie ziemi. Innego sposobu nie ma.

Czy mieliście jakieś konflikty z sąsiadami? Jeśli tak, to czego dotyczyły?

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *