Mam na imię Maria. Niedawno rozpoczęłam studia. Zawsze marzyłam, żeby zostać nauczycielką w szkole podstawowej i moje marzenie się spełniło. Pochodzę z małego miasteczka położonego daleko od stolicy. Rodzina, w której się wychowałam nie jest bogata. Dodatkowo mam młodszego brata i siostrę. Nie chciałam sprawiać rodzicom problemów. Szukałam zatem niedrogiego miejsca do zamieszkania. Nie mogłam mieszkać w akademiku, bo nie mogłam się skupić na nauce, gdy wokół było tylu studentów. Wszyscy się bawili i hałasowali. Znalazłam więc pokój w trzypokojowym mieszkaniu wynajmowanym przez starszą panią. Mieszkanie nie było odnowione, ale było przytulne i czyste. Znajdowało się blisko uniwersytetu, więc zaoszczędziłam też na transporcie. Oszczędzałam też trochę pieniędzy z mojego stypendium, żeby móc wychodzić na weekendy i kupować ubrania.
Moi znajomi jednogłośnie twierdzili, że nie powinno się wynajmować pokoju od osób starszych, ponieważ są one zazwyczaj bardzo zrzędliwe i nie będzie tam żadnego prawa do prywatności, tylko niepotrzebne problemy i kontrola. Wielu moich znajomych miało złe doświadczenia z wynajmowaniem. Starsze kobiety zawsze zabraniały przyprowadzania znajomych, hałasowania, brania częstych pryszniców i używania niektórych urządzeń elektrycznych. Bałam się, że mogę trafić jak one. Dużo czasu zajęło mi znalezienie niedrogiej, ale dobrej opcji mieszkaniowej.
Babcia, od której wynajmowałam pokój, była bardzo miłą i uprzejmą kobietą. Była zmuszona szukać kogoś do pokoju, ponieważ jej emerytura była mizerna, a ceny mediów tylko rosły. Pokazała mi pokój, w którym będę mieszkać, udostępniła mi półkę w łazience, kuchnię i lodówkę. Od początku umówiłyśmy się, że czynsz będę płacić zaraz po otrzymaniu stypendium.
Pewnego dnia zobaczyłam, co znajduje się na jej półkach w lodówce. Zastanawiałam się, co jedzą starsi ludzie z niewielką emeryturą. I byłam zaskoczona tym, co zobaczyłam. W lodówce było bardzo dużo jedzenia. Były tam owoce, warzywa i różne potrawy. W zamrażarce była ryba, kurczak i mięso mielone. Na półkach szafek kuchennych było też dużo różnych rzeczy, a na balkonie duży worek ziemniaków i marchewki. Z tylu produktów można było ugotować wszystko. Bardzo mnie to zaskoczyło. Nie rozumiem, jak można sobie pozwolić na tyle jedzenia za niewielką kwotę.
Staram się kupować podstawowe rzeczy, mama i tata czasem dają mi pieniądze, ale na nic mi nie starcza. Ledwo udaje mi się dotrwać do końca miesiąca. A tu jest tyle rzeczy!
Pewnego dnia, przy filiżance herbaty, postanowiłam w końcu zapytać babcię, jak udaje jej się kupić tyle jedzenia za tak skromną emeryturę. Wtedy uśmiechnęła się do mnie i powiedziała:
– Miałam ciężkie życie. Nauczyłam się więc liczyć każdy grosz i planować wszystkie wydatki.
Babcia jest przyzwyczajona do oglądania artykułów promocyjnych, bo w ten sposób może kupić niektóre produkty znacznie taniej. Ostatnio kupiła mięso mielone, bo można z niego zrobić nie tylko kotlety, ale też ugotować zupę z klopsikami. Wcześniej moja babcia miała ogródek, w którym uprawiała warzywa i zioła. Teraz nie ma działki, ale sezonowe produkty można zamrozić lub zaprawić. Zimą przetwory są świetne do różnych potraw.
Moja babcia miała dużo ryb w puszkach. Kupowała je również na specjalnych ofertach. Kupuje niedrogie ryby – szuka rzecznych lub morszczuka. Gdy tylko w supermarkecie pojawiają się jakieś produkty na wyprzedaży, babcia kupuje je z zapasem. Okazuje się więc, że babcia wszędzie ma zapasy. Jedyne rzeczy, których nie można kupić na zapas to chleb i mleko.
Słuchałam tej kobiety i szczerze ją podziwiałam. Młodzi ludzie mają zupełnie inne podejście do pieniędzy. Nie liczą wydatków ani nie planują budżetu. Wiele nauczyłam się od tej babci. W życiu wszystko może się zdarzyć, a najważniejsze jest to, aby umieć sobie poradzić nawet z niewielką ilością pieniędzy.