Nie pozwolono mi cieszyć się macierzyństwem. Spędziłam tylko kilka tygodni na urlopie macierzyńskim.
Zajmowałam jedno z najwyższych stanowisk w biurze dyrektora generalnego, zatem moja pensja była wysoka, taka jak pensja mojego męża. Na początku o tym nie myślałam, ale po urodzeniu dziecka zdałam sobie sprawę, że mój mąż był zły, że tyle zarabiam.
Po porodzie mój mąż zaczął mówić, że nie powinnam iść na urlop wychowawczy, bo z samej jego pensji żyłoby nam się kiepsko. A najlepiej, żebym skróciła też urlop macierzyński, bo wiadomo, w tym czasie nie ma premii i innych dodatków. Na początku nie brałam jego słów na poważnie, myśląc, że żartuje, ale w końcu zmusił mnie do zostawienia dziecka i pójścia do pracy.
Filip nie chciał słuchać, gdy mówiłam o mleku matki i o tym, że dziecko potrzebuje matki przez pierwszy rok. Argumentowałam nawet, że przestawienie dziecka na sztuczną mieszankę nie będzie korzystne finansowo.
Mój mąż nie potraktował poważnie żadnego z moich argumentów, więc nigdy nie poszłam na urlop wychowawczy, a macierzyński skróciłam. Dwie emerytowane babcie na zmianę opiekowały się naszą córką.
W pracy ustaliłam, że co kilka godzin będę wychodziła nakarmić dziecko. Na szczęście mój szef cenił mnie jako pracownika i się zgodził. Trudno było mi poradzić sobie z byciem w pracy i chodzeniem tam i z powrotem.
Mój szef widział, jak bardzo mnie to męczy i wezwał mnie na rozmowę. Szczerze mówiąc, martwiłam się, że zostanę zwolniona lub że nie będę mogła chodzić do dziecka, ale ostatecznie zalecił mi pracę z domu, a kiedy będę potrzebna, poinformuje mnie o tym.
Czułam się bardzo komfortowo pracując z domu. Moje dziecko spało spokojnie, mogłam je uspokoić, teściowa i mama pomagały mi w gotowaniu i sprzątaniu, bo i tak pracowałam do 18-tej.
Po tym, jak mąż nie pozwolił mi cieszyć się macierzyństwem, nasze relacje się pogorszyły. Nie mogłam pozbyć się urazy do niego i ciągle myślałam, że w końcu złożę pozew o rozwód.
Jednak rok później znów byliśmy szczęśliwi – zaszłam w ciążę. Choć oboje cieszymy się z tego dziecka, to ja mam wątpliwości, czy dam radę pracować w domu z dwójką dzieci, a mój mąż udaje, że nie rozumie, że naprawdę potrzebuję całego urlopu macierzyńskiego i wychowawczego …