Gdy miałam trzydzieści dwa lata, rozstaliśmy się z mężem. Zostałam sama z pięcioletnią córką Anną. Nie miałam żadnej pomocy. Przez ponad rok ledwo wiązałam koniec z końcem. Miałam wrażenie, że to nigdy nie minie. Wtedy postanowiłam wyjechać za granicę do pracy. Pracowało tam wielu moich znajomych, więc pojechałam do nich.
I tak minęło czternaście lat. Po tym czasie wróciłam do domu. Moja córka, która w tym czasie dorosła, teraz mną gardzi i nazywa mnie złą matką. Zaczęła wysuwać wobec mnie roszczenia.
Nie rozumiem, dlaczego Anna mi to robi, bo przecież nie zostawiłam jej samej, tylko zawiozłam ją do mojej matki. Moja mama jest osobą odpowiedzialną, więc nie miałam wątpliwości, że zaopiekuje się dobrze moją córką. Ania miała zapewnioną opiekę i troskę, której potrzebowała. Choć córka kochała babcię, uważa, że nie mogła mnie zastąpić.
Dziewięć miesięcy temu odeszła moja mama, a ja postanowiłam wrócić do domu. Musiałam zająć się córką i domem na wsi. W tym czasie moja córka skończyła szkołę średnią i rozpoczęła studia. Udało mi się zaoszczędzić trochę pieniędzy, które później przeznaczyłam na zakup mieszkania w centrum miasta dla córki.
Anna jednak w ogóle mnie nie akceptuje. Zarzuca mi, że ją porzuciłam, że nie dałam jej matczynej miłości i opieki, i przez to nie mam prawa być nazywana matką. Wszystkie moje próby roztopienia lodu w duszy Anny były daremne. Tyle razy tłumaczyłam córce, że nie porzuciłam jej, musiałam to zrobić, by móc jakoś żyć.
– Nie porzuciłam cię. Ledwo wiązaliśmy koniec z końcem. Byłam z tobą w stałym kontakcie. Rozmawiałyśmy prawie codziennie. Czyż nie? Zapomniałaś, kochanie? Wysyłałam ci zarobione pieniądze i oszczędzałam trochę na twoje mieszkanie. Myślisz, że było mi łatwo wśród obcych? Ciężko pracowałam, żebyś miała wszystko.
Moja córka nie pamięta czasów, kiedy po rozwodzie z ojcem zostałyśmy same. Nie pamiętała tej biedy.
Wysyłałam pieniądze matce i córce. Nie było łatwo je zarobić. Pracowałam jako opiekunka u pewnej rodziny i mieszkałam w tym domu. Zapewniłam córce mieszkanie w mieście. Z własnych pieniędzy wyremontowałam je i kupiłam wszystkie niezbędne meble. Teraz córka ma swoje własne lokum, ale nie zamierza się nim ze mną dzielić. Dlatego zrobiłam remont w starym domu mojej mamy i teraz będę tam mieszkała. Tak długo, jak będę potrzebowała.
Ale mam inny problem: jak znaleźć wspólny język z córką. Ona prawie nigdy się do mnie nie odzywa. Ania ciągle powtarza to samo: “Nie jesteś moją mamą, pieniądze mnie nie kupią, zostawiłaś mnie i uciekłaś”. Ze słów córki odnoszę wrażenie, że naprawdę nie ma nikogo gorszego ode mnie.
Chcę zobaczyć, jaką będzie matką. I czy będzie chciała usłyszeć od własnego dziecka to, co ja słyszę. Anna powiedziała, że nie zamierza mieć dzieci i nie chce wychodzić za mąż. Planuje żyć sama. Bez zbędnych trosk i problemów. Myślę – może współczesne pokolenie jest naprawdę tak niewdzięczne i myśli tylko o sobie? Każdy jest im coś winien, nic im się nie podoba.
Na starość pozostałabym sama i niechciana, gdyby nie mój sąsiad, który zaczął mnie codziennie odwiedzać. On też jest samotny i ma dwoje dorosłych dzieci. Ostatnio zaproponował, żebyśmy zamieszkali razem. Nie mam nic przeciwko temu, ale moja córka nie chce. Postawiła mnie przed faktem dokonanym, że jeśli będę się spotykać z sąsiadem, to ona nie chce mnie znać.