Wieczorem wracaliśmy z synem z kolejnej wizyty u fizjoterapeuty. Od urodzenia myśleliśmy, że mamy zdrowego chłopca, ale kiedy wszystkie dzieci w jego wieku stawiały pierwsze kroki, a on nie zabraliśmy go do lekarzy.
Lekarze nie potrafili podać przyczyny ani dokładnej metody leczenia, ale powiedzieli, że to problem ze stawami, dlatego tak trudno i boleśnie było mu poruszać nóżkami. Lekarze natychmiast odrzucili diagnozę porażenia mózgowego, którą stawiali nam wszyscy, których znaliśmy, ale nie znaleźli konkretnej przyczyny tego, co dolega naszemu synowi.
To były godziny szczytu, więc było dużo ludzi, a ja i mój syn siedzieliśmy na początku, a potem ustąpiłam miejsca kobiecie w ciąży. Potem do autobusu wsiadła starsza pani z wielkim garbem, ledwo poruszająca nogą i niosąca duży pakunek. Mój syn bez wahania wstał i poprosił ją, żeby usiadła. Oczywiście dla niego oznaczało to kilka przystanków więcej dyskomfortu i bólu, ale i tak to zrobił. Podziękowała mu, a potem zaczęła patrzeć na jego nogi i szeptać. Szczerze mówiąc, przestraszyło mnie to, bo mogłam się spodziewać wszystkiego. Po chwili kobieta, której ustąpiłam wysiadła, a syn usiadł obok babci.
– Synu, powiedziała, głaszcząc jego nogi, dam twojej matce trochę ziół leczniczych, będziesz musiał pić z nich napar każdego ranka. A potem wręczyła mi małą torebkę z różnymi ziołami.
– To na wzmocnienie, powiedziała do mnie, a potem odwróciła się do syna: Teraz będziesz mógł tańczyć, synu!
Nie wiem, czy to cud, czy magia, ale z każdym dniem nogi mojego syna bolały go coraz mniej, aż ból zniknął całkowicie!