Moja teściowa wezwała mnie do siebie, aby złożyć mi interesującą ofertę!

Dziesięć lat temu zostałam żoną Roberta. Robert nie był jedynakiem, miał dwóch starszych braci, którzy w tym czasie byli już żonaci, mieli pracę i ogólnie można było ich nazwać ustatkowanymi.

Zatem moja teściowa miała jeszcze dwie inne synowe,ale to mnie najbardziej nie lubiła. Nigdy nie miałyśmy bezpośrednich konfliktów, ale wszyscy to czuli. Przypisywałam to głównie jej zazdrości, bo Robert przez ostatnie lata był jej wsparciem, a teraz poznał jakąś kobietę i stał się jej wsparciem.

Nieustannie starałam się zasłużyć na szacunek teściowej, z jakiegoś powodu chciałam, żeby mnie pokochała. Chciałam po prostu pewnego dnia powiedzieć  do niej “mamo”, ale dopóki traktowała mnie w ten sposób, nie mogłam nawet o tym myśleć.

Szanowałam teściową, ponieważ wychowała mojego Roberta na wspaniałego męża i ojca dla naszych dzieci.

Po narodzinach naszego pierwszego dziecka teściowa zaczęła nas częściej odwiedzać, ale potem jej pozostali synowie mieli dzieci, więc poświęcała im uwagę. W święta również wybierała wizytę u któregoś z nich, a my byliśmy ostatnią opcją na liście i najrzadziej odwiedzaną.

Najbardziej jednak obraźliwe było to, że nie składała mi życzeń z okazji urodzin. Robert co roku musiał jej przypominać o moim istnieniu, ale nawet wtedy potrafiła to zignorować.

W końcu pogodziłam się z tym, że nigdy nie będę miała kochającej teściowej i zaakceptowałam to, co mam.

Rok temu zmarł mój teść, co bardzo osłabiło moją teściową. Nie była sobą, lekarze przepisywali jej mnóstwo leków, ale doszło do tego, że ledwo wstawała z łóżka z powodu załamań nerwowych. Jak się później okazało, jej synowe i starsi synowie nie chcieli odwiedzać mamy, więc zaprosiła nas na sylwestra.

Przygotowałam noworoczny stół, bo teściowa nie miała na to siły i odpoczywała. Kiedy zapytałam ją o pozostałe synowe, dlaczego ich nie będzie, machnęła ręką, jakby nie chciały się nią opiekować na starość.

Przed 24 poprosiła nas o uwagę i powiedziała, że dwaj starsi synowie i synowe odrzucili jej ofertę, więc całą nadzieję pokłada we mnie i moim Robercie. Chciała, żebyśmy z nią zamieszkali, opiekowali się nią, a ona w zamian przekaże nam mieszkanie.

Zaniemówiłam na jej bezczelność. Przecież przez te wszystkie lata uważała mnie za nic, prawie nas nie odwiedzała, jakbyśmy nie byli rodziną, a kiedy jej dwaj ukochani synowie odwrócili się od niej, przypomniała sobie o nas? Jakie to samolubne z jej strony!

Robert obiecał, że to przemyśli, ale w drodze do domu przedstawiłam mu swoje stanowisko: niech ci, którym poświęciła całą swoją uwagę, troskę i miłość, zajmą się nią. Skoro nic nam nie dała, dlaczego mielibyśmy teraz zmieniać nasze życie dla niej?

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *