Monika była bardzo towarzyska, jej śmiech było słychać na każdej imprezie czy spotkaniu, a jej żarty wywoływały uśmiech na twarzach nawet najbardziej ponurych facetów i najskromniejszych dziewczyn.
W ten sposób dziarska dziewczyna urzekła duszę Marka. Gdy zostali parą, dziewczyna coraz mniej wychodziła do znajomych i zawsze tylko z nim.
Po ślubie Monika rzuciła się w wir prac domowych, a następnie zaszła w ciążę i urodziła bliźnięta. Znajomi, którzy dawno jej nie widzieli, na pewno nie rozpoznaliby tej wychudzonej dziewczyny… Kiedy ktoś ośmielił się zapytać ją, jak sobie radzi, odpowiadała z gorzkim uśmiechem:
-Dlaczego pytasz? Czy coś jest nie tak?
To, co najbardziej zaskoczyło jej przyjaciół, to rodzaj ubrań, które nosiła. Takich starych sukienek nie można było znaleźć nawet w sklepie z używaną odzieżą. Monika kiedyś była prawdziwą fashionistką.
Czas mijał, a Monika zniknęła. W mieście krążyły różne plotki, ale żadna z nich nie odpowiadała na pytanie, dlaczego kobieta zostawiła tak wspaniałego męża, piękny dom, który dla nich wybudował i dwójkę słodkich, zdrowych dzieci. Wyglądało na to, że mogła mieć wspaniałe życie, ale niestety uciekła od wszystkiego. Sam Marek tego nie skomentował, a jego rodzina również udawała, że nic się nie stało.
Prawdę do rodzinnego miasta Moniki przywiozła jej dawna przyjaciółka, która pojechała do stolicy w delegację. Przypadkowo wpadły tam na siebie i rozmowa potoczyła się błyskawicznie. Spędziły całą noc na rozmowie:
-To jest dokładnie ta sama Monika, taka jak przed ślubem! Świergocze i śmieje się, jaka stała się piękna! Widać, że stolica dobrze jej zrobiła!- opowiadała przyjaciółka wszystkim znajomym.
Monice udało się też wyznać jej prawdę o życiu w bajecznie pięknym “pałacu”.
– Wiesz, kiedy go poznałam, wydawało mi się, że to jest to. Chciałam zostawić wszystko i wszystkich, aby być z nim. Nie zdawałam sobie sprawy, że jego rodzice i siostra wraz z rodzinami również mieszkają w magicznym domu, który zbudował. On wciąż uważał się za pana. Reszta rodziny była jego gośćmi, więc okazało się, że ja byłam tam służącą. Gotowałam dla wszystkich, sprzątałam po wszystkich i mogłam mieć kłopoty, jeśli coś nie było idealne. Potem było jeszcze gorzej… Mąż zaczął wstrzymywać mi pieniądze, teściowa przynosiła skądś stare sukienki i musiałam je nosić, a moje nowe ubrania dostawała jego siostra! Kiedy próbowałam się sprzeciwić lub ukryć jakąś premię, mój mąż i tak się dowiedział, a ja musiałam nakładać tony makijażu na twarz, aby ukryć wszystkie siniaki…
Dzieci również traktowały mnie jak pracownika. I jak mogłoby być inaczej, skoro ich tata i babcia ich tego nauczyli? Dawali im dobry przykład!
Teraz wszystko się zmieniło. W końcu czuję się jak człowiek, zarabiam własne pieniądze, mieszkam na swoim, wysyłam dzieciom prezenty, płacę alimenty, ale one nie są jeszcze gotowe na kontakt ze mną, rozumiem je.
Nie jestem też jeszcze gotowa na związek, trudno jest zaufać komuś po tym wszystkim, przez co przeszłam. Ale teraz wiem na pewno, że zawsze będę myśleć przede wszystkim o sobie, a nie o innych.