Kiedy czytałam historie o relacjach między teściową a synową, albo słyszałam je od znajomych, byłam przekonana, że na pewno uniknę tego losu, bo nigdy nie byłam konfliktowa, wiedziałam jak wybrnąć z każdej sytuacji.
Moje pierwsze spotkanie z teściową było nieco napięte. Oczywiście uśmiechała się słodko, pytała o rodzinę i pracę, ale jej pochlebne komentarze i zimne spojrzenie sprawiały, że wszystko było jasne. Nawet zasugerowała, że jej syna stać na więcej…. Pomimo jej komentarzy i niechęci pobraliśmy się. Oczywiście moja teściowa była niezadowolona z takiego obrotu spraw, więc była na weselu tylko przez godzinę, a potem poszła do domu, ponoć bolała ją głowa.
Najgorsze zaczęło się, gdy po ślubie zamieszkaliśmy razem w jego mieszkaniu. Jego matka miała klucze. Wracałam do domu przed mężem, około 15:00, zaczynałam gotować obiad i wykonywać inne prace domowe, a wtedy jego matka przychodziła do mnie, negatywne oceniając każdą czynność, którą wykonywałam – źle prasowałam, źle kroiłam, źle składałam i setki innych. Nie chciałam się z nią kłócić i często zaczynałam zalewać się łzami od jej obelg. Potem ona wychodziła, jakby nic się nie stało. Nie mówiłam o tym mężowi, nie wiem dlaczego, wydawało mi się, że to się skończy, ale z dnia na dzień było coraz gorzej. Teściowa zobaczyła, że nic jej nie mówię i jeszcze bardziej przekraczała wszelkie granice, a potem opowiadała mojemu mężowi, jak to nie może się doczekać, aż w końcu damy jej wnuka.
Pewnego dnia przyszło mi do głowy, żeby nagrać wszystko, co mówiła. Kiedy przyszła moja teściowa, natychmiast zaczęła swój monolog o tym, jaka jestem okropna i bezwartościowa, a ja po prostu milczałam i czasami się usprawiedliwiałam. Kiedy znowu doprowadziła mnie do łez, pożegnała się i powiedziała, że wróci jutro.
Wieczorem odtworzyłam nagranie mojemu mężowi. Wysłuchał go kilka razy, nie wierząc, że jego matka może się tak zachowywać. Jeszcze tego samego dnia zadzwonił do niej i zaczęli się kłócić, ona próbowała się usprawiedliwiać i mówiła, że zmyślam, żeby ich skłócić, ale on wszystko słyszał, więc stanowczo powiedział jej, że będzie przyjeżdżać, kiedy tylko ją zaprosimy, a jutro wymieni wszystkie zamki.
Po takiej akcji z teściową bardzo długo dochodziłam do siebie, nawet odwiedzałam psychologa, bo moja samoocena była gdzieś na dnie. Potem urodziła nam się córka i wszystko zaczęło się poprawiać. Z teściową już się nie widuję, mąż sam do niej jeździ, czasem zabiera córkę. Nie zmusza mnie, bo rozumie, ile wysiłku kosztowało mnie opamiętanie się po tym wszystkim.