Ponad rok temu pobraliśmy się z mężem i od razu wzięliśmy kredyt na zakup mieszkania. Długo zastanawialiśmy się nad jego wyborem, myśleliśmy o tym jeszcze przed ślubem. Zdecydowaliśmy się na stare mieszkanie, do remontu, więc w pierwszych miesiącach po ślubie mój mąż kontrolował postępy prac remontowych w mieszkaniu. Często nasi sąsiedzi dziwnie patrzyli na mojego męża i pytali o jego rodziców, a potem o moich. Po remoncie zaprosiliśmy ich na parapetówkę.
Poczęstowaliśmy ich różnymi pysznymi daniami, a kiedy mój mąż zaczął mnie obejmować i przyciągać do siebie, zauważyliśmy dziwną zmianę w ich zachowaniu. Wyglądało na to, że wcale nie czuli się komfortowo i szybko wymyślili wymówkę o jakimś ważnym telefonie i poszli do domu. Mój mąż i ja nie zwróciliśmy na to większej uwagi.
Następnego dnia planowaliśmy długo spać, ale o 8 rano rozległo się pukanie do naszych drzwi. Byłam zaskoczona, ale poszłam otworzyć. Na progu stało dwóch policjantów. Oni też wydawali się zaskoczeni moim widokiem.
– Dzień dobry, jesteśmy z policji. Proszę pokazać dowód osobisty i akt małżeństwa.
W tym momencie zaczęłam się budzić i próbowałam szybko znaleźć wszystko, czego potrzebowałam i pokazać to funkcjonariuszom. Podczas gdy ja szukałam, mój mąż poszedł porozmawiać z nimi o tym, co się stało, ale nie chcieli się mówić, dopóki nie sprawdzą niektórych informacji.
Gdy zobaczyli dokumenty, spojrzeli na nas jeszcze bardziej zaskoczeni.
– Cóż, teraz mogę powiedzieć, jaki był powód naszej wizyty. Wczoraj otrzymaliśmy telefon od waszych sąsiadów, powiedzieli, że do ich domu wprowadziła się para – dorosły mężczyzna i nastoletnia dziewczyna.
Mój mąż i ja nie mogliśmy przestać się śmiać, ponieważ różnica między nami wynosi 2 lata! Nie jestem nastolatką! Po prostu jestem szczupła i noszę dość młodzieżowe ubrania, a wczoraj miałam też kucyka…
– Widzisz, mówiłem ci, że nadszedł czas, aby ubierać się bardziej kobieco, w przeciwnym razie sąsiedzi złapią mnie na ulicy i zażądają aktu małżeństwa!- zaśmiał się mój ukochany.