Razem z bratem odziedziczyliśmy mieszkanie po babci. Po jej śmierci mój brat i ja staliśmy się właścicielami tego mieszkania w równych częściach. Ponieważ studiowałam przez pięć lat, mój brat mieszkał w tym mieszkaniu sam. Dodatkowo trzy lata temu powiedział, że planuje wyjechać za granicę. Firma, w której pracował, otworzyła oddział w Niemczech i potrzebowali ludzi z doświadczeniem.
Wiktor przyjął ich ofertę. Wciąż jednak pozostawała kwestia mieszkania. Razem z bratem postanowiliśmy to przedyskutować. Planowaliśmy wybrać najlepszą opcję. Mój brat zasugerował sprzedaż mieszkania i podzielenie pieniędzy na pół. Zdałam sobie jednak sprawę, że nie jest to dla mnie opłacalne.
Młodej dziewczynie trudno jest zaoszczędzić pieniądze na własne mieszkanie. A ponieważ mojemu bratu zależało na jak najszybszym załatwieniu tej sprawy, musiałby obniżyć cenę ze względu na pilną potrzebę.
Może jemu nie zrobiłoby to różnicy, ale dla mnie było ważne, by nie tracić pieniędzy.
Wdaliśmy się w kłótnię. Wiktor ostrzegł mnie, że wyjeżdża za dwa tygodnie, więc nie było czasu do namysłu. Obiecałam więc bratu, że zapłacę mu połowę w określonym czasie. I tak się rozstaliśmy. Musiałam pożyczyć sporą sumę pieniędzy od przyjaciół i znajomych. Musiałelam ciężko pracować, aby jak najszybciej oddać pieniądze.
Czas mijał, wyszłam za mąż i urodziłam dzieci. Zrobiliśmy remont w mieszkaniu. Nagle zadzwonił mój brat i powiedział, że wraca, więc muszę dać mu pokój.
Powiedziałam o wszystkim mężowi. Szczerze mówiąc, nie rozumiemy roszczeń mojego brata. Zapłaciłam jego część dawno temu. Naprawdę o tym zapomniał? Oddział, w którym pracował mój brat został zamknięty, więc wrócił, bo stracił pracę. Nie mogę pozostać obojętna wobec mojego brata, więc zaproponowałam mu, żeby zamieszkał z nami na jakiś czas. Dopóki nie znajdzie mieszkania i pracy.
Ale Wiktor nie docenił mojej dobroci. Powiedział, że babcia zapisała nam to mieszkanie, więc należy ono do nas obojga. Ale mój mąż natychmiast powiedział, że przecież spłaciłam go i wyjaśnił mu, że to jest nasze mieszkanie.
Nie wiem co dalej będzie.